Miedzianka – miasteczko widmo koło Marciszowa

Nie tylko warto wiedzieć, ale warto wybrać się na ciekawą wycieczkę w nieodległe Rudawy Janowickie. Dla osób z własnym samochodem, to żadna przeszkoda. Można tu też przyjechać pociągiem lub autobusem i dalej udać się na wycieczkę pieszo.

Miedzianka

Miedzianka (widok z lotu ptaka) ok. 1940 roku

Okazuje się, że nasz region jest naszpikowany tajemniczymi miejscami jak rodzynki w cieście. Osobom chłonnym ciekawostek i paradoksów proponuję miejsce, które zdumiewa i intryguje nie mniej niż podziemne sztolnie w Walimiu i Głuszycy.

Mowa o miasteczku widmo – Miedziance, miejscowości znanej przed wojną jako najmniejsze i najwyżej położone miasteczko Rzeszy, Kupferberg.

Jadąc pociągiem z Jeleniej Góry do Wałbrzycha można dostrzec w pobliżu Marciszowa w gęstwinie leśnej wieżę kościoła z nieczynnym zegarem. To właśnie tu na Miedzianej Górze (420 m. npm.), w obecnej gminie Janowice Wielkie było miasto przed i po wojnie, po którym dzisiaj zostało niewiele śladów. Z cudem ocalałej w dokumentach pokopalnianych starej mapki można się dowiedzieć, że pod Miedzianką jest więcej korytarzy, tuneli i sztolni, niż wydaje się wszystkim poszukiwaczom skarbów i przygód razem wziętych. Skąd się wzięły te podziemne labirynty, co się stało, że na miejscu dawnego miasteczka rosną dzisiaj jedynie bujne trawy, drzewa i krzewy?

W 1945 roku małe, pulsujące życiem poniemieckie miasteczko otrzymało nazwę Miedzianka. Od 1949 roku było to miasto górników. Nocą i dniem pracowali oni pod ziemią, ale nikt im nie mówił co kopią. Plotka głosiła, że wydobywają rudy miedzi, srebra i złota. To było prześliczne miasto, najpiękniejsze na Śląsku. Najstarsi ludzie, ci co pamiętają Kupferberg mówią, że najpiękniejsze na świecie. Niewielki rynek otaczały kamieniczki z podcieniami, na środku tryskała wodą rzeźbiona w kamieniu fontanna. Nocą odbijały się w niej światła gazowych latarni. Były w tym miasteczku dwa kina, dwa kościoły, dom kultury, apteka, sklepy kolonialne, restauracja, dwa bary, jadłodajnia górnicza, kawiarenki, hotele, punkty usługowe, słowem wszystko co potrzebne do życia. W 1967 roku żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego wysadzili w powietrze zabudowania kościoła ewangelickiego. Świadkowie tego zdarzenia mówią, że widzieli jak kościół poleciał do nieba. Pod koniec lat sześćdziesiątych kontynuowano ewakuację i wyburzanie Miedzianki. Na początku siedemdziesiątych miejscowość opustoszała do reszty, pozostało po niej kilka bezładnie rozrzuconych domów, a w gąszczu krzaków wspomniany już kościół katolicki.

Co spowodowało śmierć miasta? Jak to możliwe, że coś takiego mogło się wydarzyć w cywilizowanym państwie, nieopodal turystycznej Mekki Dolnego Śląska, Jeleniej Góry, w atrakcyjnej krajobrazowo okolicy Rudaw Janowickich.

Okazuje się, że przekleństwem miasteczka stało się to, co odkryli zwycięzcy sołdaci w głębi ziemi, w sztolniach nieczynnej poniemieckiej kopalni. A był to uran, rzecz bezcenna dla Radzieckiej Armii. Zaraz po wojnie ruszyła kopalnia uranu. Z różnych stron Polski, głównie ze wschodu, napływali ochotnicy do pracy. Rygor wojskowy nie przeszkadzał, bo radzieccy włodarze zapewniali niezłą płacę i rozrywkę. Nikt nie straszył skutkami bliskiego kontaktu z rudą uranu. One dały o sobie znać po kilku latach. Gdy możliwości eksploatacyjne stały się mniej korzystne, a trudne warunki pracy kończyły się nieuchronnie dla górników rakiem płuc, gruźlicą, pylicą, trzeba było jak najszybciej zakończyć wydobycie. Proces stopniowej likwidacji rozpoczął się już w roku 1953. Należało pozacierać wszelkie ślady. Najlepiej wyeksmitować ludność, zrównać miasto z ziemią.

Kto ostatecznie wydał wyrok na miasto, można się tylko domyślić. Wiadomo że UB i NKWD w czasach stalinowskich to był faktyczny, współpracujący ze sobą aparat władzy w Polsce. Ale miasto umarło dopiero na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Czy chodziło tylko i wyłącznie o ochronę ludzi przed skażeniem popromiennym? A może właśnie ukrycie prawdy o nieludzkiej eksploatacji złóż uranowych przez wschodniego sojusznika, zatarcie faktycznych skutków tej mistyfikacji. Mówił o tym na spotkaniu pod Osówką w Głuszycy profesor J. Wilczur, Członek Państwowej Komisji do Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, autor wielu książek i opracowań naukowych, wskazując na liczne dowody utajnionej ingerencji osób zainteresowanych zacieraniem śladów przestępczej działalności wojskowej. To symptomatyczne jak obydwie historie podziemi Włodarza i Miedzianej Góry ze sobą się splatają.

„Gułag – Miedzianka”, tak zatytułował swój reportaż Michał Bońko na stronie internetowej „Forum Karpackich”. Cytuję znamienny fragment tego reportażu:

„To było miasto jak ze snu – mówi z zachwytem Irena Kamińska, przewodnicząca Gminnej Rady Narodowej w latach 1966–72, wicewojewodzina jeleniogórska w latach 1975-81, mieszkanka Janowic Wielkich. Niejedno miasto widziałam, ale każde z nich było gorsze, brzydsze, mniej rodzinne od Miedzianki. Tu o każdej porze dnia i o każdej porze roku było lepiej niż gdzie indziej.

Miasto jak ze snu było dla wielu osób miastem dzieciństwa. Tu chodziłem do szkoły, do kościoła, do sklepów, do fryzjera i do kawiarni, mówi Aleksander Królikowski, mieszkaniec Miedzianki. Na własne oczy widziałem sztolnie i górników uranowych. Widziałem jak po drabinach schodzili w dół i osrebrzeni powracali na powierzchnię. Potem widziałem jak to miasto wysadzali dynamitem w powietrze. To nie byli Rosjanie, to już byli na sowieckich służbach Polacy.”

Do dziś zachował się duży kościół, do którego zjeżdżają co niedziela ludzie z najbliższej okolicy, kilka domów „z odzysku”, których nie udało się do reszty unicestwić i pokaźna ilość zarośniętych włazów podziemnych. To jest raj dla poszukiwaczy skarbów, odkrywców tajemnic, ale być może także dla zwykłych ciekawskich, pobudzonych coraz to liczniejszymi publikacjami o miasteczku na którym tak sromotnie zaciążyło „uranowe przekleństwo”.

O zdumiewających losach Miedzianki czytamy w przejmującym artykule „Polityki” nr 41 znanego już nam dziennikarza Filipa Springera, który odwiedził Głuszycę w połowie października 2007 roku w poszukiwaniu śladów Olgi Tokarczuk. Artykuł nosi tytuł – „Nie ma już miasteczka”. Znajdziemy w nim więcej szczegółów, a także wzruszające refleksje byłych mieszkańców niemieckiego Kupferberga i radziecko-polskiej Miedzianki. Zarówno artykuł z „Polityki” jak i inne merytoryczne informacje o pobliskim „mieście – widmie” odszukamy z łatwością w Internecie.

Stanisław Michalik

http://www.ksiaz.eu/37/Warto_wiedziec/Miedzianka_miasteczko_widmo/

Miasto-widmo, czyli Miedzianka i tajemnice janowickich sztolni.

W pobliżu Janowic Wielkich, w powiecie jeleniogórskim, znajduje się “przedziwna”, leżąca na wysokości 520 metrów n.p.m. miejscowość. Na pierwszy rzut oka wydaje się jedną z niewielkich, malowniczo rozrzuconych w Sudetach wsi.

Jednak nawet przypadkowego turystę może zdziwić duży kościół, którego rozmiary zupełnie nie pasują do malutkiej, położonej na Miedzianej Górze miejscowości Tuż za kościołem widoczne są dwa kamienne słupy stanowiące na pierwszy rzut oka filary nieistniejącej już bramy wiodącej do pofałdowanego terenu, otoczonego kłębowiskiem krzaków, z których wyzierają fragmenty piwnic dawnego budynku. Po pięciu minutach pobieżnej przechadzki po “centrum” wsi dostrzegamy kolejne, wyłaniające się z zarośniętych lub zasypanych śniegiem pagórków ruiny, otwierające się w ziemi “bezdenne” dziury, fragmenty ogrodzeń i nieforemnych “wejść” do ciemnych podziemnych pomieszczeń. Nie musimy zbytnio oddalać się od kościoła, aby zauważyć pozostałości po tragicznych wydarzeniach jakie miały miejsce w tej niezwykłej miejscowości – drugiej co do wysokości i najmniejszej w Prusach.

Kupferberg – Miedzianka

O powojennej historii Miedzianki (niem. Kupferberg) niechętnie mówią mieszkający tu do końca lat 40. Niemcy. O jej dziejach nie lubią również wspominać Polacy. Tajemnicze miasto, któremu ponad 600 lat temu dało początek górnictwo i górnictwo przyczyniło się do jego niemal całkowitego upadku zamieniając przepiękną, malowniczą miejscowość w trudną do rozpoznania pustynię, pełną fundamentów, ruin i groźnie szczerzących się otworów sztolni. Wydarzenia, które do tego doprowadziły, mimo że oficjalnie znane i opisywane w przewodnikach turystycznych, do dzisiaj otoczone są mgiełką tajemnicy nie do końca jasnych działań, po których nie pozostał żaden ślad na papierze. Część budynków miała zostać wysadzona przez Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego jeszcze w latach 60. Szczegóły podjętej w latach 70. decyzji dotyczącej planów całkowitej likwidacji miejscowości poprzez zalesienie, pozostają niejasne. Dokumenty gminy, które miały zostać przekazane zgodnie z procedurą do archiwum wojewódzkiego, nigdy tam nie dotarły. Sama decyzja o ewakuacji, podjęta w momencie gdy na terenie miejscowości od dwudziestu lat nie prowadzono żadnych prac pozostaje jedną z największych zagadek. Niektórzy z byłych mieszkańców twierdzą wprost, że chciano ukryć prawdę o ofiarach i szczegółach dziejących się tu wydarzeń.

Od wielu lat teren Miedzianki, z tajemniczymi ruinami, ledwo widocznymi piwnicami, studniami i niezidentyfikowanymi pozostałościami, odwiedzany jest przez miłośników historii materialnej, pragnących obejrzeć i sfotografować obiekty lub zajrzeć do ruin starej piwnicy, skąd można wydobyć np. butelki po niemieckim piwie. Miasto-widmo może przyciągać także eksploratorów podążających tropem złota, kosztowności i ukrywanych pod koniec wojny dzieł sztuki. Te ostatnie opowieści koncentrują się wokół niezliczonych sztolni i starych szybów pokrywających cały okoliczny rejon, które w części istnieją od wielu setek lat. Jednak najbardziej zastanawiające jest to, że Miedzianka znalazła się w latach 80. na liście obiektów, którymi zainteresowana była specjalna grupa utworzona na polecenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Ministerstwa Obrony Narodowej. Opierając się na notatkach sporządzonych przez funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa we Wrocławiu, grupa ta zajęła się tajemnicami podziemnych sztolni.

Historia Kupferbergu

“Kurort klimatyczny Miedzianka – tak można było przeczytać na niektórych starych widokówkach i prospektach. Mimo wielu starań Miedzianka nigdy nie otrzymała tego tytułu. Brakowało jej do tego koniecznych urządzeń do kuracji, jak również sanatorium. Ale pomimo braku urzędowego >błogosławieństwa< klimatycznego kurortu, Miedzianka miała przecież dobry klimat, z powietrzem nie zepsutym przez wyziewy przemysłu i spaliny samochodowe. Wysokość i wolne położenie przynosiły ze sobą to, że słońce wcześniej tu wschodziło i wieczorem pozostawało dłużej. Mniej tu było mgieł niż w leżących wokół dolinach. Szczególnie jesienią gdy wzdłuż doliny Bobru i Kotliny Jeleniogórskiej kłębiło się morze białej mgły, wystawała ponad nie Miedzianka i leżąca obok niej góra Lubrza, jak wyspy oświetlone promieniami łagodnego słońca” – fragment kroniki sporządzonej przez niemieckich mieszkańców Miedzianki.

Patrząc na przedwojenną widokówkę z wizerunkiem miasta, uderzający jest kontrast pomiędzy jego ówczesnym, a dzisiejszym wyglądem. Na archiwalnych zdjęciach niewielkie miasteczko wygląda niezwykle malowniczo. Dumnie piętrzące się kamieniczki przy rynku, uszeregowane i ciasno do siebie przytulone, fasadami skierowane są do centrum niewielkiego ryneczku. Z miasteczka roztaczał się piękny widok na Góry Kaczawskie, a z samego rynku bez trudu dojrzeć można było bielący się w słońcu masyw Śnieżki. Historycznie osada pojawiła się w źródłach pisanych już w pierwszej połowie XIV wieku, choć legenda łączy jej powstanie z działającym 100 lat wcześniej Laurentiusem Angelusem, rzekomym odkrywcą złóż rud w Kowarach. Początkowo była ściśle związana z górnictwem, a jej mieszkańcy już w XIV wieku pokryli stoki góry siecią sztolni i wyrobisk, powiązanych początkowo z wydobyciem miedzi, w późniejszym czasie uzupełnionych o srebro i inne metale. W szczytowym okresie, ok. połowy XVI wieku, działało tu ponad 160 szybów i sztolni, wraz z kilkoma hutami przetapiającymi rudę bezpośrednio po wydobyciu. Górnictwo rozwijało się ze zmiennym szczęściem, upadając pod koniec XVI wieku i przeżywając renesans w XVIII, kiedy wykopano nowe sztolnie, nieprzerwanie jednak drążąc i eksploatując stare. Wyczerpanie złóż i nierentowność wydobycia doprowadziła do upadku górnictwa w tym rejonie dopiero w połowie XIX wieku. Wtedy obraz Kupferbergu zaczął się całkowicie zmieniać, zaczęto doceniać jego walory turystyczne, właściwości klimatyczne a także znakomite piwo ważone w miejscowym browarze pod przewrotną nazwą “Złoto z Miedzianki”. Ostatni największy szyb “Adler” zamknięto w latach 20. XX wieku. Od tego momentu na widokówkach, w przewodnikach turystycznych zaczęto promować “drugie najwyżej położone miasto Prus”.

Uranowe przekleństwo

Trudno spodziewać się, aby ktokolwiek z mieszkańców niewielkiej, malowniczo położonej miejscowości zwrócił uwagę na informację opublikowaną w naukowym periodyku “Naturwissenschaften” z 6 stycznia 1939 r., o udanym eksperymencie rozszczepienia jądra atomowego uranu przeprowadzonym przez niemieckich radiochemików Otto Hahna i Fritza Strassmanna. Od tego momentu, tylko kwestią czasu stało się wyprodukowanie nowej potężnej broni – bomby atomowej. Mieszkańcy Kupferbergu nie zdawali sobie sprawy, że odkrycie niemieckich uczonych zmieni nie tylko światowy układ sił, globalną politykę i “wielką” historię, ale doprowadzi również pośrednio do zagłady uwielbianego przez nich miasta, pozostawiając z niego jedynie smętne resztki.

Uran został odkryty praktycznie przez przypadek. Aptekarz M.H. Klaproth, wędrując latem 1789 r. po czeskich Rudawach, natrafił na mało dotychczas użyteczny minerał – blendę smolistą. Kilka miesięcy pracy w zaciszu apteki pozwoliło mu ustalić, że ma w ręku nowy nieznany pierwiastek. Nazwał go uranem.

W okolicy Miedzianki wydobywano go w niewielkich ilościach już w XIX wieku. Według spisu dr W. Müllera-Charlottenburga zamieszczonego w 1894 r. w czasopiśmie Niemieckiego Towarzystwa Geologicznego pt. “Wędrownik w Karkonoszach” obok wielu związków miedzi, cynku i srebra w kopalniach znajdujących się w pobliżu Miedzianki wydobywano również związki uranu w postaci tzw. blendy uranowej.

Kiedy III Rzesza stanęła w 1939 roku do “wielkiego wyścigu”, którego nagrodę stanowiło “ujarzmienie” energii atomowej, jednym z jej pierwszych działań stało się zabezpieczenie zasobów uranu. Do prowadzonych przez kilka niezależnych ośrodków badań, Niemcy wykorzystali uran wydobywany z pozostających pod ich kontrolą kopalni w Czechosłowacji, Bułgarii oraz około 3500 ton uranu zarekwirowanego w Belgii (a wydobytego w belgijskim Kongo). Do ośrodka produkcji oczyszczonego tlenku uranu w Oranienburgu (należącego do firmy “Auer”) skierowano jedynie około 74 ton uranu wydobytego na Dolnym Śląsku w kowarskich kopalniach. Miedziankę pozostawiono w “rezerwie”, o której zadecydowała nieopłacalność produkcji, bądź po prostu “konkurencja” bogatszych ośrodków w Czechach. Dzięki temu Kupferberg i jego mieszkańcy w spokoju dotrwali do końca II wojny światowej, nie przeczuwając zagrożenia drzemiącego w pokładach uranu, ale już wkrótce wszystko miało ulec zmianie.

Koniec wojny i wkroczenie wojsk sowieckich oraz następującej za nimi polskiej administracji, dla ludności Miedzianki, podobnie jak dla wielu Niemców z Dolnego Śląska była olbrzymim wstrząsem. Do 1945 roku nie “czuli” oni wojny w takim stopniu jak ludność zachodniego i centralnego obszaru III Rzeszy, nie wspominając o ludności polskiej, rosyjskiej czy innych krajów okupowanych. Do samego końca funkcjonowały stowarzyszenia krajoznawcze, organizowano wycieczki, kwitło życie kulturalne. Miejscowości nie były bombardowane, o wojnie “mówiło” jedynie radio i odpowiednio preparowane prasowe doniesienia. Spokój mąciły jedynie kolejne pogrzeby “walczących o niemiecką cywilizację” żołnierzy. O znajdującej się na Śląsku sieci obozów pracy w “towarzystwie” raczej nie wspominano. Podobnie było i w Miedziance. Mieszkańcy byli przekonani, że grupa więźniów z pobliskiej filii Gross-Rosen w Janowicach Wielkich musiała popełnić “jakieś” zbrodnie, dlatego też odpokutowuje teraz swoje grzechy, zajmując się pożyteczną pracą, w odpowiednich warunkach, w fabryce papieru.

Tak to sobie tłumaczono

Miedzianka została zajęta przez Armię Czerwoną bez walki. Oczom jej zszokowanych mieszkańców ukazał się widok jaki zapamiętał dr Fritz Wiggert, publikując wspomnienia w czasopiśmie “Der Schlesier” (nr 10): “Nigdzie nie było widać Rosjan. Natomiast można było zauważyć zwolnionych z obozów pracy przymusowej pojedynczych Polaków, którzy potem tworzyli trzon siejącej postrach milicji. Niemiecki burmistrz i kierownik zakładu Bergmühle, Hans Fürle, który urzędował w dwóch pokojach gospody przy browarze, przydał się wkrótce Polakowi Wypschlakowi jako współpracownik. Wypschlak dotąd był przymusowym robotnikiem – ślusarzem w jednym z berlińskich zakładów przemysłowych. Decyzją starostwa w Jeleniej Górze został mianowany na stanowisko wójta gminy. () Na swojego zastępcę wybrał obrotnego, dobrze mówiącego po niemiecku pana Tennenbooma, częstochowskiego żyda (). Obaj Polacy okazali się jednak bezsilni wobec coraz brutalniej działających rozproszonych maruderów, rosyjskich dezerterów i zwyrodniałej milicji, którzy trzymali ze sobą”. W rzeczywistości Milicja Obywatelska, która w 1945 roku była przez samą władzę komunistyczną oceniana dosyć nisko, zarówno z uwagi na wyszkolenie, jak i na “element ludzki”, który w niej służył, dała się mocno we znaki zarówno ludności niemieckiej jak i pierwszym, polskim osadnikom. Do 1948 roku sytuacja się nieco uspokoiła, ale wówczas do przypomniano sobie o “uranowym przekleństwie”.

Według niepotwierdzonych relacji miejscowych Niemców, sowieckie grupy poszukiwawcze natknęły się na cenny surowiec jeszcze przed 1948 rokiem, podejmując na własną rękę pierwsze prace. Maximilian von Glyschinsky, ostatni niemiecki mieszkaniec Miedzianki, w liście do grafa Stolberga pisał, że w dawnym pałacu przy kościele “zakwaterowały się dwie kompanie rosyjskiej piechoty jako ochrona kopalni”. Wszędzie mieli znajdować się Rosjanie, a miasteczko zostało objęte ich całkowitą kontrolą.

Informacje na temat złóż uranu występujących na terenie Sudetów Rosjanie posiadali przynajmniej od 1942 roku. Po zwycięstwie w II wojnie światowej w głąb III Rzeszy skierowano specjalna grupę śledczą, mającą zebrać wszystkie dane dotyczące planów, projektów, eksperymentów i surowców użytych w niemieckim programie bomby atomowej. Natknęli się oni na ślady uranu wydobytego w kowarskich kopalniach oraz na informacje sugerujące istnienie innych złóż na Dolnym Śląsku. W rejon Miedzianki skierowano grupę poszukiwawczą nr 1 pod kierunkiem N.S. Zontowa, która potwierdziła istnienie złoża uranu… Jednak to nie Rosjanie zajęli Miedziankę. Na początku 1949 roku w tym samym czasie utworzono już przedsiębiorstwo “Kowarskie Kopalnie”, które formalnie znajdowało się w gestii komunistycznych władz polskich, a w rzeczywistości podlegało Stałej Polsko-Radzieckiej Komisji ds. Eksploatacji Kopalni Kowarskich. Miedzianka została włączona w system “Kowarskich Kopalni” jako normalna część zakładów przyjmując nazwę – kryptonim “Rejon 2″. Dwie kompanie mieszkające w byłej posiadłości Stolberga, “sowieckie” jak twierdził Glyschinsky, należały najprawdopodobniej do KBW.

Życie w Miedziance zmieniło się całkowicie, mimo że pozornie wszystko funkcjonowało normalnie, czynna była kawiarnia, kino, bary, apteka, sklepy to jednak pod miastem zaczęła się gorączkowo rozrastać pajęczyna chodników, o których niebezpiecznie było komukolwiek wspominać. Szyby górnicze wybudowano nawet w bezpośrednim sąsiedztwie rynku.

Choć wydobycie uranu w Miedziance objęto tajemnicą najwyższego stopnia, to samego miasta nie otoczono drutem, nie stosowano też specjalnych kontroli przy wjeździe. Jednak polskie służby – sekcja VI Wydziału IX Departamentu IV Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego “dbały” o utrzymywanie atmosfery strachu, podsycanej aresztowaniami i pogłoskami o tajemniczych “zniknięciach” osób podejrzanych o “długi język”. Według sekretarza kopalnianej partii Stanisława I. ludzie ginęli nie tylko od promieniowania występującego na dnie kopalni, ale od rękojeści pistoletu czy kuli w potylicę.

Kopalnie uranu, którymi pokryto także okoliczne tereny funkcjonowały do sierpnia 1951 roku. W tym czasie Miedzianka mimo oszpecenia ponad trzydziestoma świeżo wykopanymi szybami i wznoszącymi się w okolicy hałdami nadal wyglądała malowniczo. Prawdziwa katastrofa miała dopiero nadejść.

“To było miasto jak ze snu”

Kiedy zakończono eksploatację złóż uranu, na początku 1952 roku kopalnie na terenie Miedzianki przekazano Zjednoczeniu Rud Metali Nieżelaznych w Katowicach, przez jakiś czas szukano jeszcze możliwości wydobycia miedzi, próbując przy tym sporządzić dokumentację górniczą. Podobno potwierdzono wtedy istnienie dwunastu poziomów starych chodników na głębokości, od 22 do 220 m i ogromną ilość różnego typu szybików. W 1953 roku obiekt całkowicie zamknięto.

W połowie lat 50. w Miedziance istniało kino, kilka sklepów i ponad 100 domów. W artykułach ukazujących się w “Panoramie”, pojawiały się informacje o planowanym wykorzystaniu Miedzianki jako miejscowości wypoczynkowej dla emerytowanych górników. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Po chaotycznie prowadzonych pracach górniczych, zaczęły powstawać zapadliska i leje. Oficjalnie wszystkie domy w mieście uznano za niebezpieczne. W rzeczywistości tylko jeden z nich, na skraju rynku, był naprawdę zagrożony. W niejasnych okolicznościach w latach 60. żołnierze KBW podłożyli pod kościół ewangelicki ładunki wybuchowe, wysadzając go całkowicie w powietrze. W tym samym czasie wydano kuriozalny zakaz konserwacji budynków! Miasto świadomie zostało skazane na powolną zagładę, którą przyspieszyła decyzja podjęta 20 lat od daty zamknięcia ostatniego szybu. Około 1972 roku nakazano całkowitą ewakuację miasta. Do dzisiaj nie wiadomo właściwie kto ją podpisał, ani jakie były szczegóły samego działania. W planach przewidywano całkowitą rekultywację terenu i zalesienie. Mieszkańców zaczęto przesiedlać do Jeleniej Góry, w większości na osiedle “Zabobrze”. Jednak z decyzji całkowitej likwidacji wycofano się kilka lat po jej wydaniu, pozostawiając niezabezpieczone budynki, które poddane zostały przez część mieszkańców Janowic “odzyskowi”. W 80. latach Miedzianka zamieniła się w miasto-widmo…

Poszukiwania i eksploracje

Mapa Miedzianki, gdyby nanieść na nią ciemne linie podziemnych korytarzy wykutych w latach 40. i 50. całkowicie by się zaczerniła. Pod ziemią przecinają się setki korytarzy, których obecność sygnalizowana jest czasem niespodziewanym obsunięciem się płotu jednego z nielicznych pozostałych domów, bądź zapadliskiem, w którym niknie pień drzewa. Takie “niespodzianki”, dające o sobie znak na powierzchni, były znane również w czasie, gdy miasto nosiło miano Kupferberg. Przedwojenne górnictwo niemieckie nie “atakowało” jednak w takim stopniu centrum miasta (choć zdarzyło się już w okresie międzywojennym, że kilka domów zostało specjalnie zabezpieczonych palami), co działalność “Rejonu 2″ kowarskiego przedsiębiorstwa.

Niemcy rozwijali swoje kopalnie na zboczach góry i w całej pobliskiej okolicy. Wokół stworzonych przez nich wyrobisk do dzisiaj krążą pogłoski dotyczące możliwości wykorzystania części z nich w charakterze skrytek. Źródłem tych informacji pozostają materiały gromadzone przez Służbę Bezpieczeństwa, która zainteresowała się tym rejonem w latach 70., czyli mniej więcej w trakcie ewakuacji miasteczka. W materiałach sporządzonych przez mjr Stanisława Siorka z WKMO we Wrocławiu, w części zatytułowanej “Uzupełnienie informacji dotyczących ukrytych na Dolnym Śl. dzieł sztuki oraz dokumentacji z okresu II wojny”, znajdują się wzmianki dotyczące Miedzianki i jej okolic: “Przy drodze z Janowic Wielkich do Miedzianki – na terenie byłego pow. Jelenia Góra, Niemcy w ostatnich miesiącach wojny ukryli złoto i kosztowności przywiezione z wrocławskich banków na 40 samochodach ciężarowych. Skrytką mają być groty wydrążone we wnętrzu góry ()”. Informacje o depozycie miała dostarczyć mieszkanka Wrocławia, która “w 1947 r. od pewnej Niemki dowiedziała się, że do podziemnych grot skalnych obok Janowic Niemcy przy końcu wojny wywozili samochodami różne towary (). W tymże roku zamordowany został mieszkający na tamtym terenie niemiecki antyfaszysta nazwiskiem Deinert Kurt. Wymieniony znał prawdopodobnie tajemnicę grot, co było przyczyną jego śmierci”. Te trudne do zweryfikowania i nieprecyzyjne pogłoski znalazły odbicie w latach 80., w jednej z najbardziej zadziwiającej powojennej akcji Polskich Służb Specjalnych i Wojska. W 1982 roku sporządzono na potrzeby Grupy Operacyjnej ppłk B. Chrobota z Głównego Zarządu Szkolenia Bojowego Wojska Polskiego listę 11 miejsc przeznaczonych do spenetrowania. Wykaz zatwierdził szef GZSzB gen. broni Wojciech Barański. Pod numerem 7 znalazła się Miedzianka. Oficerowie kierujący pracami grupy, opierając się dodatkowo na nieznanych bliżej źródłach przygotowali się do penetracji podziemnych wyrobisk. Natknęli się jednak na nieprzewidziana przeszkodę, labirynt korytarzy ciągnących się pod ruinami miasta. Grupa nie dotarła do planów sztolni wykonanych przez “Rejon 2 Kowarskich Kopalni” prace eksploracyjne musiały zostać odwołane. Informacji przekazanych przez Stanisława Siorka nigdy nie udało się potwierdzić.

Zdaniem niemieckich mieszkańców miasteczka podczas II wojny światowej nie prowadzono żadnych prac górniczych, a wyrobiska pozostawały nieczynne i zabezpieczone. Z jednym wyjątkiem. Największy szyb “Adler” należący do firmy Giesche-Erben oraz mieszkańca Ząbkowic Grundmanna zamknięty jako ostatni w 1927 roku w wyniku nierentowności kopalni, został zasypany i zabezpieczony dopiero w 1944 roku czy zatem mógł zostać wykorzystany w inny sposób?

Dzisiaj niektóre z ukrytych na zboczach góry sztolni są “dostępne” do eksplorowania, oczywiście w dalszym ciągu stanowią one olbrzymie niebezpieczeństwo. Dysponując odpowiednim sprzętem i doświadczeniem można na stokach góry zlokalizować ledwo widoczne zapadliska, ze znajdującymi się w głębi niewielkimi otworami wejściowymi. Przeciskając się przez ciasny owal wejścia i następujące za nim przewężenie, staniemy wtedy przed odsłaniającymi się niesamowitymi, różnobarwnymi skalnymi ścianami okalającymi ciasne korytarze. W części sztolni można się jeszcze natknąć na stare podkłady i fragmenty szyn, po których kursowały niegdyś wagoniki z urobkiem. Te najstarsze dają się rozpoznać po znajdujących się w ścianach charakterystycznych, wykutych przez górników wnękach, w których umieszczali lampy. Wykorzystując stare niemiecki mapy można pokusić się o lokalizację w terenie części zasypanych wyrobisk. Tak właśnie pracuje nieformalna grupa, której członkowie pochodzą z Dolnego Śląska m.in. z Janowic Wielkich i Wrocławia. Zajmują się oni badaniem pozostałości po najstarszych sztolniach znajdujących się w rejonie Miedzianki i Janowic Wielkich. Według należącego do grupy Pawła, w odsłoniętym i przebadanym w ubiegłym roku korytarzu stopa ludzka nie postała od co najmniej 200 lat: “Emocje budzi odsłanianie, wejście do miejsc gdzie znajdziemy się po raz pierwszy, czy natkniemy się na przedmiot pozostawiany przez górnika, pamiątkę po pracach prowadzonych tu przed laty? Dowiemy się tego dopiero, gdy znajdziemy się w środku”. Oczywiście podziemne korytarze nie są jedynym polem działalności pasjonatów historii górnictwa i tzw. “sztolniowania”. W części odsłoniętych wyrobisk odnaleźć można bardziej tajemnicze ślady po pracach prowadzonych w ostatnich latach, pozostałości po poszukiwaniach “skarbowych” Czy ich wykonawcy dotarli do potencjalnych skrytek?

Na terenie samej Miedzianki oprócz czysto hobbystycznych poszukiwań starych monet i butelek, przeprowadzono kilka akcji koncentrujących się wokół pozostałości po tzw. “dominium”, siedzibie ostatniego właściciela hrabiego zu Stolberg-Wernigerode i wokół wysadzonego w powietrze kościoła ewangelickiego. Prace te, jak dotąd, nie przyniosły rezultatów. Jakie tajemnice kryje miasto- widmo i otaczające je z każdej strony chodniki podziemnych korytarzy?

Serdecznie dziękuję za ogromną pomoc w przygotowaniu materiału: Pawłowi Nowakowi, Jarkowi, Grześkowi oraz dr. Robertowi Klementowskiemu z wrocławskiego oddziału IPN.

żródło:[portalwiedzy.onet.pl/4869,2196,1313581,3,czasopisma.html]

Zmieniony przez – tomasn w dniu 2007-01-24 09:31:16

http://forumzn.katalogi.pl/Miasto_widmo,_czyli_Miedzianka_i_tajemnice_janowickich_sztolni.-t8954.html

 

 

 

 

2 Komentarze

  1. Wanda

    Pamietam Miedzianke jeszcze jako miasteczko, wprawdzie prawie wymarłe ale jednak miasteczko.

  2. Lidia

    Mieszkałam w Miedziance,wysiedlili nas w 1973 roku,miałam wtedy 15 lat.Często wracałam odwiedzać stare kąty, po moim domu pozostała sterta gruzu , która z czasem porosła krzakami, Dziś te krzaki to drzewa a jedynym widocznym śladem są dwa kruszejące słupy , na których kiedyś zawieszone były dwa skrzydła żelaznej bramy.W głębi rosła stara lipa a nieco dalej buki.Cudowne wspomnienia dzieciństwa ,które teraz tylko w snach powraca….

Leave a Reply