Dobry Złodziej

W czasie drugiej wojny światowej pomagał Żydom ukrywającym się przez 14 miesięcy w kanałach Lwowa.

Leopold Socha, Źródło: Yad Vashem

W życiu Leopolda Sochy nic nie zapowiadało, że stanie się Sprawiedliwym wśród Narodów Świata. Ba, jeżeli w przedwojennym Lwowie krążyły o nim jakieś opowieści, to nie opisy szlachetnych czynów. Był dzieckiem ulicy, złodziejaszkiem. Bardziej szelma niż bandzior, lwowski baciar pełen fantazji, na bakier z prawem.Już zanim wybuchła wojna, miał na koncie kilka wyroków. Jego brawurowy, bezczelny wręcz napad na bank opisywany był w prasie. Złodziej, który włamał się do banku, dostając się przez kanał, ukrywający łup w jednym z podziemnych odpływów Pełtwi, zyskał sympatię zwykłych ludzi, był ich bohaterem. Podziwiano jego spryt. Ale kradł nie tylko w bankach.

Włamywał się też do sklepów. Z jednego z nich wyniósł srebra i biżuterię.Socha do sentymentalnych nie należał. Trudno zresztą, aby było inaczej. Wcześniej trzymał się od Żydów z daleka, z pewnością nie miał wśród nich przyjaciół. Wprawdzie jego żona Magdalena sprawiła, że wziął się do uczciwej pracy, ale pochodziła z antysemickiej rodziny. 37-latka mało zajmował więc los zamkniętych w getcie. Chodził do pracy, po niej na wódkę, w niedzielę do kościoła, a później z żoną i córką Stefcią na spacer. Handlował na czarnym rynku kradzionymi Niemcom towarami. Wyrzutów sumienia nie miał. Była okupacja. Żeby przeżyć, trzeba było kombinować i doskonale liczyć. A te dwie rzeczy Socha potrafił jak nikt inny.

Stefan Wroblewski, http://nodenying.org

Armia Czerwona zajęła Lwów 23 września 1939 roku. Miesiąc później, po przeprowadzeniu pseudowyborów sowieckie władze okupacyjne dokonały formalnej aneksji miasta. Konsekwencją było narzucenie mieszkańcom obywatelstwa ZSRR, rozpoczęcie procesu sowietyzacji i represji wobec ludzi uznanych za „elementy antyradzieckie”. Przed wojną Lwów był trzecim co do ilości mieszkańców miastem Polski (po Warszawie i Łodzi). Był także domem trzeciej co do wielkości społeczności polskich Żydów – mieszkało ich tam ponad 150 tysięcy. Po wkroczeniu Sowietów życie Żydów, podobnie jak innych mieszkańców uległo znacznemu pogorszeniu. Ich sytuacja nie była jednak aż tak tragiczna, jak na terenach zajętych przez III Rzeszę. Do miasta zaczęły zmierzać dziesiątki tysięcy uciekinierów. Populacja Żydów wkrótce osiągnęła liczbę 200 tysięcy i stale rosła. 29 czerwca 1941 roku Ukraińcy witali kwiatami oddziały Wehrmachtu wkraczające do miasta. Lwowscy Żydzi zrozumieli, że ich koniec zbliża się wielkimi krokami. Naziści zamknęli ich w getcie, z którego stopniowo wywożono ich w ostatnią podróż – do obozów koncentracyjnych lub na lwowskie Piaski, gdzie byli rozstrzeliwani. W domu przy ulicy Zamarstynowskiej 120 schroniło się kilka żydowskich rodzin, które nie miały zamiaru pójść jak barany na rzeź. Ponieważ próby oporu były z góry skazane na klęskę, postanowili się ukryć. W piwnicy należącej do niejakiego Weissa rozpoczęła się mozolna praca – za pomocą łyżek, noży i naprędce skonstruowanych łopat budowano podkop, by dostać się do miejskich kanałów i tam przeczekać rządy nazistów. Grupą uciekinierów dowodził Ignacy Chiger – przed wojną bogaty właściciel ekskluzywnego sklepu odzieżowego przy reprezentacyjnej ulicy Lwowa. Ich wysiłki zostały zwieńczone sukcesem – pod koniec maja 1943 roku przebili się do kanału. 21 osób weszło w ciemną i cuchnącą otchłań. Dorosły człowiek mógł spokojnie iść nimi wyprostowany bez zahaczania głową o sufit. Te cuchnące i wypełnione fekaliami podziemia stały się ich domem na długie miesiące. Po kilkunastu godzinach błąkania się po podziemnym labiryncie grupa Żydów została odkryta przez trzech polskich kanalarzy: Leopolda Sochę, Stefana Wróblewskiego i Jerzego Kowalowa. Zapanowała konsternacja. Polacy mogli ich bez ceregieli wydać nazistom, ale tego nie zrobili.

Wiosną 1943 roku wszystko zapowiadało, że dni dzielnicy żydowskiej, przekształconej w swoisty obóz pracy nazywany Julagiem (od słów Judische Lager), są policzone. W całej Europie Endlösung der Judenfrage, czyli ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej, wchodziło w końcową fazę. Z lwowskiego getta wywieziono już kilkadziesiąt tysięcy Żydów. Ci, którzy zostali, do komór gazowych mieli trafić na początku czerwca. Garstka ocalonych dotychczas (ze 150 tysięcy w 1941 roku, pozostało najwyżej 5 tysięcy) robiła wszystko, by przeżyć. Życie było warte każdej ceny. Socha doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Kiedy zorientował się, że napotkani w kanałach mężczyźni to szukający schronienia dla swoich rodzin Żydzi, szybko uciszył kolegów, mówiących coś o natychmiastowym

Leopold Socha, Gliwice 1945. Źródło: Yad Vashem

zawiadomieniu gestapo. Ignacy Chiger wspominał, że kiedy Socha zaświecił mu latarką w oczy, zobaczył przez moment zaciekawioną twarz kanalarza. Socha zaczął zadawać pytania. Usłyszał o zejściu do kanałów, wykopanym łyżkami i widelcami z pokoju w baraku w getcie, o przygotowaniach do ukrycia się w kanałach. Spodobało mu się, że są zorganizowani i się nie poddają, odezwała się jego żyłka ryzykanta. Chiger, Weiss i Berestycki poprowadzili kanalarzy do wykopanego wyjścia i wtedy Socha wynurzył się z kanału i zobaczył „kanię z pisklętami”. Żydzi poprosili kanalarzy o pomoc. Zaczęto dobijać targu. Ustalono warunki: 500 zł, czyli 100 dolarów za dzień opieki. Fortuna dla bezrobotnych Żydów i majątek dla kanalarzy, nawet po odjęciu kosztów. To miał być biznes na jasnych zasadach. Kanalarze mieli znaleźć rodzinie Chigera, Berestyckiemu i grupce Weissa miejsce schronienia (nie było lepszego znawcy topografii kanałów niż Kowalow), wyposażyć w buty gumowe, deski, piecyk na benzynę, plany kanałów i inne przybory oraz codziennie dostarczać żywność oraz chronić przed odkryciem ich kryjówki tak długo, jak to możliwe. Socha zaznaczył honorowo, że będą przyjmować opłaty codziennie, po przekazaniu zaopatrzenia. Nie chciał wziąć większej kwoty z góry, uznał, że to byłoby nieuczciwe, mogło się zdarzyć, że któregoś dnia się nie zjawi. Taka postawa nie zaskoczyła Ignacego Chigera. Jak mówi jego córka, wyczuwał ludzi. Nie negocjował stawki, cóż znaczyły tracące wartość pieniądze, za które nic nie można było kupić.

Z każdym dniem ochrona Żydów przestawała być dla Sochy interesem. W pomocy im zobaczył szansę na odkupienie dawnych win. Niespodziewanie przyjął rolę anioła stróża ukrywających się Żydów. Jeszcze na etapie przygotowań do „zamieszkania” w jednej z niszy kanalizacji podopieczni Sochy o mało nie wpadli w ręce hitlerowców. Na hasło „Halt!” zaczęli uciekać. Szczęśliwie Socha z kumplami byli w pobliżu, wyprowadzili ich. Niemcom zeznali, że była to grupa innych kanalarzy. Nie mieli pewności, że żołnierze uwierzą. Za pomoc Żydom groziła śmierć i właśnie się o nią otarli. Koledzy Sochy chcieli się wycofać. On stwierdził, że z nimi czy bez, będzie kontynuował akcję pomocy. Zostali przy nim. 30 maja 1943 r. Grzimek, komendant getta, zarządził koncert żydowskiej orkiestry dla mieszkańców. Pomysł szaleńca, który 1 czerwca przystąpił do ostatecznej likwidacji getta. W panicznej ucieczce wielu Żydów usiłowało ukryć się w kanałach, zapanował chaos, wszelkie plany wzięły w łeb.Rozpętało się prawdziwe piekło. Kilkadziesiąt osób w ciemnościach kanałów to tłum. Śliskie półki kamienne nad szalejącą podziemną rzeką, labirynt tuneli, szczury, pajęczyny, robactwo, przejmujące zimno. Jedni wpadali do Pełtwi, inni próbowali zawracać, jeszcze inni szli naprzód, by przeżyć. Zapanował niewyobrażalny, niemożliwy do ogarnięcia chaos. Mimo wszystko Socha odnalazł rodzinę Chigerów i grupkę Weissa. Okazało się jednak, że tenobiecał przetrwanie w kanałach około siedemdziesięciu osobom. Socha wpadł we wściekłość. „Nie będę odgrywał Pana Boga wobec tych ludzi, bo nawet Bóg nie podejmuje się z góry przegranych przedsięwzięć” – stwierdził. Uciekinierzy czekali na rozwój wydarzeń w tunelu 6–7 metrów długim, 3–4 metry szerokim. Socha i Wróblewski przynosili chleb, karbid do pozostawionej lampy. Po kilku dniach Socha oznajmił, że nie jest w stanie zapewnić opieki takiej grupie. Rozpoczęła się dramatyczna selekcja. Jak wybrano 21 osóbRodzina Chigerów, Kuba Leinwand, Jakub Berestycki, Weiss i jego matka, Mundek Margulies, Klara Keler, Halina Wind, bracia Orenbach, Genia i Szmul Weinberg i kilku innych – oni dostali szansę. Zaczęła się rozpacz, krzyki, płacz, błaganie, próby przekupienia. Pewien jubiler spoza wybrańców próbował kanalarzom wcisnąć chustkę pełną brylantów, by móc się przyłączyć. W strasznym zamęcie brylanty wpadły do płynącej pod ziemią Pełtwi. Ci, co mieli fiolki z trucizną, odebrali sobie życie.

Leopold Socha i Mudek Marguilies, Gliwice 1945. Źródło: Yad Vashem

Socha szczególnie zaprzyjaźnił się z małą Krysią Chiger. Grał z nią w różne gry i sadzając ją sobie na barana przystawiał do włazu, by mogła choć na chwilę poczuć świeże powietrze. Kiedy mu powiedziała, że chciałaby jeszcze raz powąchać kwiaty następnego dnia przyniósł jej bukiet stokrotek. Żywność dla nich kupował z własnych pieniędzy. Brał ich rzeczy do uprania i przynosił im czyste. Na święto Paschy przyniósł im worek ziemniaków, by mogli przygotować świąteczny posiłek. Codziennie starał się chodzić do nich inną drogą, by uniknąć podejrzeń. Doskonale znał podziemny labirynt. Nie był bowiem szeregowym kanalarzem, lecz jednym z nadzorców podziemnych robotników. Niemcy wiedzieli, że w kanałach mogą ukrywać się Żydzi, więc czasem wynajmowali Sochę, by służył im za przewodnika. Ten oczywiście prowadził ich jak najdalej od miejsca, gdzie ukrywali się jego przyjaciele. Ignacy Chiger zapytał go kiedyś dlaczego to wszystko dla nich robi. Przecież mógłby po prostu ich wydać Niemcom, albo jeszcze prościej – zapomnieć o nich. Sytuacja Żydów była straszna. Mogli się porozumiewać wyłącznie szeptem – każdy głośniejszy dźwięk groził dekonspiracją. W zamieszkiwanej przez nich niszy roiło się od szczurów i robactwa. Chorowali na czerwonkę, gorączkowali i nękały ich wszy, które starali się iskać z siebie nawzajem. Opowiadali sobie przeróżne historie – prawdziwe i zmyślone. Urządzali teatrzyki i polowali na szczury walcząc o rekord. Mały Pawełek Chiger oswoił kilka gryzoni, które karmił resztkami jedzenia. Tworzyli niewielkie społeczeństwo ze wszystkimi tego konsekwencjami. Utworzyły się wrogie sobie frakcje – jedna skupiona wokół rodziny Chigerów i druga, której „szefową” była niegdyś bardzo ładna Halina Wind. Frakcje walczyły ze sobą o chleb przynoszony przez Sochę, o większe porcje czystej wody – dosłownie o wszystko. Oprócz konfliktów w podziemiach była również miłość. Klara Keller wpadła w oko Mundkowi Marguliesowi i razem spędzali długie godziny przytuleni szepcząc do siebie. Były też i trudne do wyobrażenia tragedie. Jedna z kobiet wchodząc do kanału była w ciąży. Socha był jednak człowiekiem czynu: tak długo szukał miejsca dla noworodka w kościołach, klasztorach, aż znalazł.Niestety tego jednego życia Socha nie był w stanie uratować , Genia urodziła chłopca i zaraz potem udusiła je, by krzykiem nie ściągnęło Niemców. Ciało noworodka wrzuciła do kanału wpadającego do Pełtwi. Największym wrogiem ukrytych Żydów był deszcz. W czasie ulewy woda w kanale sięgała szyi. Dorośli trzymali dzieci w wyciągniętych ramionach, przyciskając ich twarze do sufitu i trwali tak godzinami. Krysia Chiger paniczne się tego bała. „Będzie padać, mama?” – pytała się potem drżąc ze strachu. Najgorzej było wczesną wiosną 1944 roku, kiedy zaczęły topnieć śniegi. Uciekinierzy przez całe dnie tkwili po pas w brudnej, zimnej brei. Kilkakrotnie musieli zmieniać kryjówkę, zagrożeni dekonspiracją. Pewnego dnia jakiś człowiek odsunął właz do kanału, w którym się ukrywali, wsadził głowę do środka i krzyknął ze śmiechem „A więc jednak to prawda – tu są Żydzi!” Nie wszyscy wytrzymali psychicznie. Niektórzy z obłędem w oczach wyszli z kanału prosto w łapy nazistów. Inni utonęli w zalanych wodą kanałach. Do lata 1944 roku dotrwało tylko dziesięciu.

Podziemna gehenna Żydów trwała 14 miesięcy. 23 lipca 1944 roku Paulina Chiger miała urodziny. Do końca swojego 91-letniego życia pamiętała prezent, jaki wówczas dostała. Socha przyniósł wieść o wycofujących się Niemcach. Cztery dni później byli wolni. Ostatnia noc z 27 na 28 lipca była pierwszą spokojną, jaką spędzili od zejścia w te swoiste katakumby.

12 maja 1945 r. nad ciałem, z którego krew kapała do kanałów, przechodnie żegnali się znakiem krzyża i mówili: „To kara boska za ukrywanie Żydów”. Leopold Socha zginął pod kołami radzieckiej ciężarówki wojskowej. Zdołał uratować jeszcze jedno życie – swojej córeczki, wypchnął ją spod kół rozpędzonego auta. Umierał pogodzony ze światem. Wyrównał swoje rachunki. Leopold i Magdalena zostali Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata, mają swoje drzewka w Muzeum Yad Vashem od 1978 roku. Jest tam stała wystawa poświęcona Sosze. Podobna wystawa znajduje się w Londynie w Imperial War Museum oraz w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie.

II Wojna Światowa pokazała jak zło potrafi zniszczyć ludzkie serce na niespotykaną dotychczas skalę , lecz w całej tej piekielnej rzeczywistości znaleźli się ludzie , którzy pomimo wszystko zachowali resztki honoru i człowieczeństwa…

Informacje znalezione w Internecie :

http://www.focus.pl/historia/artykuly/zobacz/publikacje/zaplacony-rachunek/strona-publikacji/2/nc/1/

http://www.poczciarz.eu/media/index.php?title=Leopold_Socha

Polecam też obejrzenie filmu, “W Ciemności”

Autor: Frantic Monk (Styczeń 2012) http://www.eioba.pl

 

2 Komentarze

  1. Piotr

    Socha naprawdę zostal zabity w 1945 przez Sowietów , nikt też nie mówil że to “kara boska za ukrywanie  Żydów’ –  to jest bzdura 

  2. Piotr

    “Polacy mogli ich bez ceregieli wydać nazistom” – co to za bełkot ? Wydać NIEMCOM ! 

Leave a Reply