Czarna legenda Piusa XII

Jak to możliwe, że obrońca Żydów stał się „Papieżem Hitlera”? I dlaczego oskarżany o sprzyjanie nazistom znalazł się na celowniku Führera?

http://shmuelson.wordpress.com

Zła sława papieża czasów II wojny światowej to jeden z najbardziej profesjonalnych produktów sowieckiej propagandy. Kiedy blisko cztery lata temu Ion Mihai Pacepa, były oficer służb wywiadowczych Rumunii, ujawnił w amerykańskiej prasie swoją rolę w wykreowaniu czarnego wizerunku Piusa XII, wiele osób przecierało oczy ze zdumienia. „Zostałem złowiony przez Kreml do działań, mających na celu przedstawić Papieża Piusa XII jako bezdusznego sympatyka nazistów” – napisał Pacepa w sensacyjnym artykule w „National Review”.

800 tys. Żydów uratowanych

W społeczeństwach zachodnich ciągle zakorzeniony jest pogląd, że Pius XII nie tylko milczał w sprawie Holokaustu, ale wręcz sprzyjał przywódcy III Rzeszy. Jeszcze w latach 90. karierę robiła książka Johna Cornwella zatytułowana „Papież Hitlera”. Spotkała się jednak z krytyką nie tylko Watykanu (co zrozumiałe), ale także historyków (również tych niechętnie nastawionych do Kościoła).

Oskarżono Cornwella o wyrywkowe żonglowanie faktami i brak znajomości podstawowych dokumentów źródłowych. W rzeczywistości większość badaczy, w tym żydowskich (co jest mało znanym faktem), prezentowała zupełnie odmienną wersję wydarzeń. Szczególnie ważna była książka „Trzech papieży i Żydzi” Pinchasa E. Lapide’a, izraelskiego konsula w Mediolanie, który przesłuchiwał ocalałych z Holokaustu. Lapide, na podstawie badań dokumentów, znajdujących się w Yad Vashem w Jerozolimie, obliczył, że Kościół katolicki i Pius XII osobiście uratował w sumie ok. 800 tys. Żydów. Inny historyk, a jednocześnie rabin, David Dalin napisał, że jeszcze w czasie wojny, a także po jej zakończeniu, tak wybitni Żydzi, jak Albert Einstein czy Golda Meir, dziękowali publicznie Piusowi XII. W podobnym tonie po wojnie wyrażała się Agencja Żydowska. Naczelny Rabin Rzymu w latach wojny, Israel Zolli (który później przyjął chrzest, m.in. pod wpływem znajomości z Piusem XII), poświadczył, że papież własnoręcznie napisał specjalne instrukcje dla biskupów, w jaki sposób mają organizować pomoc dla ukrywających się Żydów (m.in. mnisi w klasztorach udostępniali swoje cele uciekinierom, sami przenosząc się do suteren).

Sensacyjne okazały się również zeznania byłych współpracowników Hitlera. Kiedy w 1974 roku na wolność wyszedł generał Friedrich Otto Wolff, jeden z najważniejszych dowódców SS, zdradził, że w 1943 roku sam Führer nakazał mu… usunąć Piusa XII z Watykanu. Dlaczego? Papież naraził się Hitlerowi tuż po ataku na Polskę, kiedy stworzył w Watykanie centrum informujące o liczbie ofiar. Naraził się też Mussoliniemu, potępiając antysemickie prawo. Pierwszą encyklikę „Summi pontificatus”, w której papież potępił agresję nazistów, ambasador niemiecki przy Watykanie nazwał „atakiem na Trzecią Rzeszę”. To nie koniec „zadzierania” z Hitlerem. W 1940 roku Pius XII w niezwykle ostrych słowach skierowanych do Ribbentropa potępił mordy dokonywane na Żydach. W podobnym tonie utrzymane były jego audycje radiowe, określone przez „New York Times” jako głos wołającego na pustyni.

Historia pewnego przekrętu

Skąd zatem, w obliczu niezaprzeczalnych faktów historycznych, wzięła się czarna legenda Piusa XII? I to w sytuacji, gdy jego śmierć opłakiwali uratowani przez niego Żydzi. Dotąd uważano, że geneza całej sprawy sięga roku 1963, kiedy to wystawiono słynną sztukę „Namiestnik”, w której papież wspiera Hitlera w zagładzie Żydów. Sztuka oczywiście odegrała tu kluczową rolę (powiemy o tym w dalszej części). Jednak zdecydowanie nowe światło na sprawę rzuciła opowieść przywołanego na początku Iona Mihai Pacepy. Były współpracownik Ceauşescu uciekł do USA w 1978 roku. Wywiad rumuński próbował namierzyć go wiele razy, ale nowa tożsamość i ochrona ze strony amerykańskich służb pozwoliły mu przeżyć. To, co wyjawił na temat „sprawy Piusa XII” i swojego w niej udziału, brzmi jak scenariusz doskonałego filmu szpiegowskiego.

Pacepa twierdzi, że źródłem całej afery był tajny plan Chruszczowa z 1960 roku. Jego celem było podważenie autorytetu moralnego Watykanu na Zachodzie. Pomysłodawcami byli Aleksandr Szelepin, szef KGB,oraz Aleksiej Kiriczenko z radzieckiego Politbiura, odpowiedzialny za politykę zagraniczną. Oczywiście atak na Kościół nie był niczym nowym w przypadku sowieckiej Moskwy – była to przecież codzienna praktyka w całym bloku komunistycznym. Tym razem jednak plan był bardziej ambitny: uderzyć w wizerunek Watykanu w świecie zachodnim. A nie ma lepszego sposobu na kompromitację kogoś na Zachodzie jak dowiedzenie, że sprzyjał nazistom. Kościół zatem miał być przedstawiony jako zaplecze ideologii nazistowskiej. Trzeba było tylko wybrać „wiarygodnego” kozła ofiarnego.

Sowieci starannie wybrali „sojusznika” Hitlera. „Zmarli nie mogą się bronić” – głosiło jedno z roboczych haseł KGB. Dlatego też Pius XII, jako głowa Kościoła i zarazem nieboszczyk, doskonale „nadawał” się do tej roli. Nie bez znaczenia był fakt, że jeszcze przed wyborem na papieża, kardynał Pacelli pełnił funkcję nuncjusza apostolskiego… w Monachium i Berlinie. To niemieckie doświadczenie przyszłego Następcy św. Piotra miało – w ocenie moskiewskich reżyserów akcji – uwiarygodnić, jego rzekome milczenie, a nawet wsparcie dla ludobójczych planów Hitlera. Pacepa ujawnił, że całej operacji nadano kryptonim „Seat-12”. Moskwa chciała zdyskredytować Papieża, używając oryginalnych dokumentów watykańskich związanych z Piusem XII, aby następnie sfabrykować je i przedstawić w „odpowiednim” świetle przez ludzi Zachodu. Oczywiście był podstawowy problem: KGB nie miał dostępu do archiwów watykańskich. Potrzebni byli pośrednicy.

Kwity na papieża

Rozwiązanie znalazł mózg całej operacji, Aleksandr Sacharowski. Według relacji Pacepy, za pośredników miały posłużyć rumuńskie służby wywiadowcze (DIE). Czy dlatego, że relacje komunistycznej Rumunii z Watykanem były poprawne? Nie, z dokładnie odwrotnych powodów. Otóż w 1951 roku Moskwa oskarżyła nuncjaturę apostolską w Bukareszcie o wspieranie agentów CIA. Wobec tych zarzutów budynki nuncjatury przekazano komunistycznym służbom DIE. Co to ma wspólnego ze sprawą Piusa XII? Moskwa postanowiła wykorzystać te napięte stosunki, aby w finale dotrzeć do watykańskich archiwów. Brzmi trochę fantastycznie, ale prześledźmy bieg wydarzeń. Osobą kontaktową z Watykanem miał zostać właśnie Pacepa. „Żeby ułatwić mi pracę – pisał rumuński oficer w „National Review” – Sacharowski upoważnił mnie do poinformowania (oczywiście fałszywie) Watykanu, że Rumunia jest gotowa do odnowienia popsutych stosunków ze Stolicą Apostolską, w zamian za dostęp do archiwów watykańskich (…). Miałem powiedzieć w Watykanie, że dostęp do archiwów jest nam potrzebny, aby odnaleźć historyczne źródła, które pomogą rządowi rumuńskiemu usprawiedliwić zmianę postawy wobec Stolicy Apostolskiej”. Pacepa był o tyle wiarygodny i cieszył się pewnym zaufaniem Watykanu z powodu pomocy w uwolnieniu kilka lat wcześniej jednego z biskupów z więzienia w Niemczech.

I tu trafiamy na dość trudny moment opowieści Pacepy. Drzwi do archiwów dla jego ludzi miał otworzyć… abp Agostino Casaroli, późniejszy kardynał i sekretarz stanu. Casaroli miał najwidoczniej nadzieję na zakończenie sporu z Rumunią. Efektem tego „ocieplenia” była wytężona praca ludzi Pacepy. W ciągu dwóch lat przeczesywali archiwa i bibliotekę papieską. Oficjalnie szukali „źródeł jedności” Rumunii i Watykanu, w rzeczywistości fotografowali w ukryciu setki dokumentów dotyczących Piusa XII i natychmiast przesyłali do KGB w Moskwie. W większości były to kopie osobistych listów i przemówień Papieża. Kreml był jednak coraz bardziej zniecierpliwiony, ponieważ „badacze” nie znajdowali żadnych kompromitujących materiałów. „Dlatego KGB żądało ciągle nowych dokumentów – mówi Pacepa – więc wysyłaliśmy ich coraz więcej”.

To się sprzedaje

Mimo braku wystarczająco obciążających Piusa XII papierów, Moskwa dysponowała ogromną ilością dokumentów, które można było dowolnie fabrykować. W ten sposób powstała wspomniana sztuka „Namiestnik. Chrześcijańska Tragedia”. Jej autorem był zupełnie nieznany, zachodnioniemiecki pisarz, Rolf Hochhuth. Ten obywatel nie miał nawet skończonej szkoły średniej, o orientacji w badaniach historycznych nie wspominając. Stał się tylko opłaconym realizatorem scenariusza napisanego przez sowiecką propagandę. Pacepa wspomina, że sam szef departamentu dezinformacji KGB podziękował mu za „dobrą robotę”, która umożliwiła powstanie sztuki. Podstawowa teza „Namiestnika” brzmiała: Pius XII wspierał Hitlera w zagładzie Żydów. Potem sprawa żyła już własnym życiem: powstawały artykuły i książki, powielające tezy z „Namiestnika”.

Współtwórca całego zamieszania, Ion Mihai Pacepa, przywołuje dziś znaczące słowa jednego z przywódców sowieckich: „Jurij Andropow zwykł mawiać do mnie, że ludzie są gotowi bardziej wierzyć w zło niż w świętość”. Nic dziwnego, że takie książki, jak „Papież Hitlera” rozchodziły się jak świeże bułeczki. Bez odpowiedniego przygotowania historycznego rzeczywiście łatwo uwierzyć w sensacyjne „odkrycia”, które pozornie brzmią jak naukowe analizy. Na ile rewelacje Pacepy są wiarygodne? Zapytałem o to kiedyś jednego z włoskich watykanistów. Luigi Accatolli powiedział mi, że jeden wątek w tej historii wydaje mu się mało prawdopodobny: że Casaroli mógł otworzyć Pacepie archiwa watykańskie. Zapewne trudno będzie do końca zweryfikować wersję byłego rumuńskiego oficera, dopóki nie zostaną otwarte moskiewskie archiwa KGB. Niezależnie jednak od tego, jak faktycznie wyglądały szczegóły operacji, mającej na celu zdyskredytować Piusa XII (który potępiał komunizm równie stanowczo jak nazizm), akcja „Seat-12” jest jedną z największych mistyfikacji w historii XX wieku.

(Jacek Dziedzina pazdziernik 2010/Onet.pl)

Autor jest dziennikarzem i publicystą tygodnika „Gość Niedzielny”

Tekst Iona Mihai Pacepy zatytułowany “Moscow’s Assault on the Vatican.

The KGB made corrupting the Church a priority”, ukazał się w “National Review” 25.01.2007

 

Leave a Reply