Za Waszą i Naszą niewolę,

Rewolucyjny Czerwony Pułk Warszawski na defiladzie. http://www.1917.net.pl

W latach 1917-1922 Rosja była areną okrutnej i krwawej wojny domowej, która wraz z późniejszą, bezwzględną „inżynierią społeczną” komunistów, na całe dziesięciolecia zrujnowała największe i potencjalnie najbogatsze państwo Eurazji. W tej orgii zagłady i zniszczenia uczestniczyli licznie Polacy.

Obecnie, z perspektywy blisko stu lat, łatwo o kategoryczne sądy i uproszczenia. Trzeba jednak pamiętać, że w roku 1917 niewielu zapewne domyślało się, co oznacza dla Rosji i ludzkości triumf bolszewików, do niedawna drobnej, marginalnej wręcz partyjki, finansowanej przez niemiecki wywiad jako narzędzie dywersji politycznej we własnym kraju.

Także nie wszyscy z ponad 100 tysięcy Polaków – uczestników walk po stronie rewolucji – byli zdeklarowanymi zwolennikami ideologii komunistycznej. Spróbujmy zatem bliżej przyjrzeć się temu politycznie niewygodnemu i rzadko wspominanemu epizodowi historii.

„Zemsta, zemsta na wroga, z Bogiem i choćby mimo Boga!”

Carska Rosja była dla zamieszkujących jej obszary Polaków państwem bez wątpienia represyjnym. Nawet na ziemiach rdzennie polskich zakazane było posługiwanie się językiem ojczystym w szkołach, urzędach, a nawet w rzymsko-katolickich księgach kościelnych. Wyznawcy tej religii, nie tylko zresztą Polacy, z rzadka bywali dopuszczani do wyższych urzędów i stopni oficerskich. Głęboko zakorzenione w polskiej tradycji swobody obywatelskie, nie mówiąc już o politycznych, nie mieściły się w modelu samodzierżawia, czyli ustroju autokratycznej władzy monarszej. Dopiero w ostatnim, przedwojennym dziesięcioleciu Cesarstwo Rosyjskie wkroczyło na drogę prowadzącą ku systemowi monarchii parlamentarno-konstytucyjnej, jednak konieczne przemiany ustrojowe wprowadzano z trudem, a w roku 1911 konserwatywny premier – reformator, Piotr Arkadiewicz Stołypin, poniósł śmierć w wyniku zamachu terrorystycznego.

Wybuch Wielkiej Wojny zawiesił ewolucję polityczną Rosji, a ciężkie klęski frontowe w połączeniu z niedostatecznym zaopatrzeniem wojsk zniweczyły morale armii, jednej z głównych podpór monarchii. Nieodpowiednie zarządzanie gospodarką kraju i wywołany mobilizacją brak rąk do pracy, przyczyniły się do odczuwalnego obniżenia poziomu życia ludności cywilnej, a przed wszystkim do niedostatku żywności. Pod wpływem wrzenia w okopach i na tyłach, a zwłaszcza w wielkich miastach, w marcu 1917 roku dokonała się fundamentalna zmiana ustrojowa. Car Mikołaj II złożył koronę, a Rosja stała się republiką, kierowaną de iure przez centrowy Rząd Tymczasowy, a de facto także przez opozycyjny Piotrogrodzki Sowiet Delegatów, zdominowany przez działaczy lewicy: socjaldemokratów i socjalistów-rewolucjonistów („eserów”). Nieliczna partia bolszewicka („większościowa”, wbrew rzeczywistej sytuacji), czyli radykalna frakcja Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji, daleka była wówczas od pełni władzy, nawet w sowietach delegatów stanowiąc mniejszość. Szybko jednak zaczęła zyskiwać coraz większą popularność, wypełniając zresztą podstawowe zadania na rzecz Niemiec – swojego sponsora i protektora.

Bolszewicy domagali się bowiem jak najszybszego zawarcia pokoju z Państwami Centralnymi i demobilizacji armii, zyskując od razu poklask wśród zmęczonych przegrywaną wojną i zatroskanych o byt materialny swoich rodzin mas żołnierskich. Innym postulatem bolszewików – i najchętniej słuchanym właśnie przez Polaków – była ogłoszona już 14 marca deklaracja, że „Polska ma prawo do całkowitej niepodległości”. Teza ta była zgodna z niemieckim planem urządzenia Mitteleuropy, bloku państw buforowych na wschodniej granicy. Bolszewicka „wspaniałomyślność” nieco blednie, jeśli przypomnimy sobie, że większość ziem Rzeczypospolitej pozostawała wówczas pod okupacją austro-węgierską i niemiecką…

Zresztą rzeczywistą restytucję Królestwa Polskiego zapoczątkował już wcześniej proklamowany przez Berlin i Wiedeń „Akt 5 listopada” 1916 roku. Przejęcie władzy w Piotrogrodzie przez Lenina, dokonane drogą puczu w listopadzie 1917 r. zaktywizowało antybolszewicką opozycję, w tym kręgi imperialistyczne, proponujące Polakom jedynie autonomię lub w najlepszym razie wyłącznie ziemie dawnego Królestwa Kongresowego.

Takie nierozsądne deklaracje przyczyniły się zapewne do poparcia bolszewików przez wielu Polaków, uważających „czerwonych” za sojuszników w walce z wielkoruskimi szowinistami. Inna sprawa, że Lenin doceniał mniejszości narodowe, zwłaszcza te nastawione antyrosyjsko, ufając im bardziej, niż rodakom. Rdzeń kadrowy czerezwyczajki, czyli Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem, tworzonej i kierowanej przez Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego herbu Sulima, stanowili Polacy, Żydzi, Łotysze, a podległe im oddziały wojskowe (sowiecki pierwowzór formacji Waffen-SS) składały się często z przedstawicieli narodów azjatyckich, nie znających języka rosyjskiego, co zapewniało lojalność i ułatwiało eksterminację „obcych i wrogich klasowo elementów społecznych”.

Motyw mickiewiczowskiej „zemsty na wrogu, choćby mimo Boga” jest bardzo czytelny w postępowaniu rady delegatów żołnierskich, w izolowanym od pozostałych wojsk I Korpusu Polskiego ośrodku zapasowym w Biełgorodzie nad Dońcem. Jesienią 1917 roku stacjonowało tam kilkanaście tysięcy Polaków, służących wcześniej w najrozmaitszych formacjach armii carskiej jako poborowi z ziem zaboru rosyjskiego. Ogromną większość „biełgorodczyków” stanowili szeregowi żołnierze, gdyż kadry dowódcze potrzebne były bardziej w regularnych, bojowych oddziałach korpusu, stacjonujących w okolicach Bobrujska na Białorusi. Pułk zapasowy stał się więc łatwym łupem dla agitatorów, związanych z komunistycznymi partiami SDKPiL i PPS-Lewica oraz bardziej umiarkowanym Komitetem Głównym Związków Wojskowych Polaków (Lewicy) w Piotrogrodzie.

Mimo nastrojów pacyfistycznych i rozbieżności poglądów wobec zaczynającej się rosyjskiej wojny domowej, w grudniu 1917 r. polski pułk włączył się do walki, występując zbrojnie przeciw nadciągającym w okolice miasta „białym”. Oddziały szturmowe generała Ławra Korniłowa, przebijające się z frontu zachodniego nad Don, uosabiały najgorsze cechy carskiej armii, ostentacyjnie obnosząc się z imperialnymi insygniami i głosząc szowinistyczne hasła jedinoj, niedielimoj Rasiji (jedynej i niepodzielnej Rosji) budzące wśród Polaków zdecydowanie negatywne skojarzenia. Tymczasem bolszewicki „sowiet biełgorodzki” szermował propagandą internacjonalistyczną, a także dostarczył polskim żołnierzom nieco broni, której do tej pory brakowało większości „biełgorodczyków”.

Nastroje wśród Polaków dalekie były od jednomyślności. Nie brakowało głosów nawołujących do zachowania neutralności, jednak przybycie batalionu piotrogrodzkiej Czerwonej Gwardii, w którym służyło wielu Polaków, wpłynęło na przegłosowanie w komitecie pułkowym decyzji o sojuszu z „czerwonymi”. W walkach pod Tomarowką i Krapiwnoje, zakończonych odparciem „białych”, uczestniczył kombinowany batalion polski. W dowód uznania politycznej postawy „biełgorodczyków” oddziałowi nadana została nazwa 1. Polskiego Pułku Rewolucyjnego, a wcielenie jednostki o Moskiewskiego Okręgu Wojskowego miało ostatecznie przeciąć więzi z pozostałymi formacjami „reakcyjnego” I Korpusu Polskiego.

Wkrótce jednak nadeszła chwila prawdy. Polacy, nieunikający walki z Rosjanami, odmówili w końcu grudnia 1917 r. udziału w bolszewickiej ekspedycji przeciwko narodowym władzom ukraińskim. Władimir Antonow-Owsiejenko, dowódca nowo formowanego Frontu Ukraińskiego, rozkazał więc rozbroić niedawnych sojuszników. Nie obyło się bez incydentów zbrojnych. Zginął wówczas komendant pułku, por. Jackiewicz. Blisko połowa „biełgorodczyków” postanowiła porzucić służbę wojskową. Pozostałych ponownie zmobilizowano i przeniesiono do Moskwy, gdzie powierzono im służbę garnizonową i poddano politycznej indoktrynacji w duchu komunistycznym.

Z końcem 1917 r. rozpoczęto tworzenie Polskiego Batalionu Rewolucyjnego przy 1. Pułku Rewolucyjnym w Mińsku na Białorusi. Oddział gromadził zdeklarowanych zwolenników bolszewizmu, w znacznej części dezerterów z I Korpusu Polskiego. Nie odmówił więc, w przeciwieństwie do „biełgorodczyków”, walki z Ukraińcami, realizującymi propagowane przez „czerwonych” hasła o samostanowieniu…

Z czerwoną gwiazdą przeciw białemu orłowi

Wkrótce, mimo niechęci aktywistów SDKPiL, pryncypialnie negujących kwestie narodowe, rozpoczęto formowanie z polskich sympatyków rewolucji leninowskich grup bojowych, rozsyłanych na różne fronty wojny domowej (bałtycki, ukraiński, doński). Podjęte zostały także działania zmierzające do likwidacji lub przejęcia „reakcyjnych” formacji polskich. Zazwyczaj komunistyczna agitacja nie przynosiła większych skutków, jednak w stacjonującym pod Witebskiem dywizjonie artylerii ciężkiej I Korpusu Polskiego doszło do bezpośredniej konfrontacji. Złożony z Polaków oddział Czerwonej Gwardii zdołał rozbroić rodaków i zagarnąć sprzęt artyleryjski. W oparciu o zdobyte działa zorganizowano wkrótce Polski Rewolucyjny Dywizjon Artylerii Ciężkiej im. 1 Stycznia. W Moskwie natomiast rozpoczęto formowanie z polskich ochotników regularnych pułków piechoty i jazdy. Pierwotny plan zakładał stworzenie Polskiej Rewolucyjnej Brygady im. Tadeusza Kościuszki. W wielu miastach, na obszarach kontrolowanych przez bolszewików, powołano polskie biura werbunkowe.

Napływ większej niż przewidywano liczby ochotników sprawił, że brygada rozwinięta została w pełną dywizję. Latem 1918 r. powstała Zachodnia Dywizja Strzelców. W skład tej wielkiej jednostki, mającej stać się zalążkiem proletariackiej, rewolucyjnej Polskiej Armii Czerwonej, weszły trzy mieszane brygady, liczące razem około 8 tys. żołnierzy.

Nazwy oddziałów nie budziły wątpliwości co do ich ideowej orientacji: Rewolucyjny Czerwony Pułk Warszawski, 3. Rewolucyjny Pułk Siedlecki i Warszawski Pułk Czerwonych Huzarów tworzyły I Brygadę, 2. Rewolucyjny Pułk Lubelski. Rewolucyjny Pułk Warszawski i Mazowiecki Pułk Czerwonych Ułanów – II Brygadę, a 5. Rewolucyjny Pułk Wileński i 6. Rewolucyjny Pułk Grodzieński – III Brygadę. Ponadto w ZDS był jeszcze pułk artylerii, batalion saperów, batalion łączności, pododdziały broni maszynowej, zwiadu i wojsk technicznych oraz służby logistyczne. Dywizja walczyła początkowo przeciwko kozakom dońskim atamana Krasnowa oraz Rosyjskiej Armii Ochotniczej gen. Denikina. Z końcem roku 1918 trafiła na Front Zachodni, gdzie stanęła oko w oko z rodakami, czyli w sowieckiej terminologii „biełopolakami”. Był to początek końca dywizji. W marcu 1919 r. ZDS starła się z pułkami armii gen. Stanisława Szeptyckiego w okolicach Lidy, Nowogródka i Baranowicz oraz na obrzeżach Puszczy Nalibockiej, gdzie w zażartych bojach pod Pierszajami, Iwieńcem i Nalibokami poniosła ciężkie straty. Jak to zwykle bywa, walki bratobójcze są najkrwawsze. Dał temu świadectwo Józef Mackiewicz w powieści „Lewa wolna”, tak opisując nieszczęśliwe spotkanie rodaków, służących we wrogich armiach:

„Panie poruczniku, melduję… dołączyć do szwadronu natychmiast… Tam, w tamtej wsi… pięć kilometrów. Cały pułk warszawskich komunistów…

– Jakich znowu warszawskich?

– Nie wiem, panie poruczniku…

Polecieli wznosząc tumany. (…) Jakiś oddział tych formacji znalazł się teraz na Białorusi i kwaterował ponoć w dużej wsi Krasnopole, o czym doniosło dwóch zbiegów, których napotkał podjazd pierwszego szwadronu. Rotmistrz Ubiel polecił odprowadzić ich do sztabu pułku.

– Dwóch na cały pułk… pułkownik wciągnął przez zęby powietrze…To jakoś mało was przebiega, co? – Z >warszawskiego< wycedził z naciskiem. A reszta co? Sami komuniści?

Żołnierze stali milcząc, trochę zaskoczeni. Jeden otworzył już usta…

– No dobrze, odmachnął ręką pułkownik. Strzelcy stuknęli obcasami i wyszli pod eskortą. (…) Wydawszy ostatnie rozkazy, pułkownik zrobił pauzę, spochmurniał na twarzy i patrząc w dół na lewo, dorzucił: >jeńców nie brać. Rąbać wszystkich sk… synów<”.

W czerwcu ZDS została przemianowana na „standardową” 52. Dywizję Strzelecką, a po uzupełnieniu stanu Białorusinami, Ukraińcami i Rosjanami utraciła polski charakter. Nie odzyskała także pierwotnej siły bojowej, licząc latem 1919 r. zaledwie około 3200 bagnetów, 111 szabel, 76 km, 37 dział.

Koncepcja utworzenia Polskiej Armii Czerwonej powróciła rok później, gdy oddziały sowieckie wdarły się za Bug i parły na Warszawę. Tym razem Lenin i Trocki oddali sprawę w ręce „najwierniejszego z wiernych”, Dzierżyńskiego, który z właściwą sobie energią przystąpił do dzieła. Powołany do istnienia 23 lipca 1920 r. w Smoleńsku Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski rozpoczął oficjalnie urzędowanie tydzień później, w okupowanym przez bolszewików Białymstoku, wybierając na siedzibę pałac Branickich.

Oprócz „Krwawego Feliksa”, w skład Polrewkomu, czyli rządu niedoszłej Polskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej weszli także Julian Marchlewski (formalnie przewodniczący), Feliks Kon i Józef Unszlicht oraz kilku mniej znanych działaczy komunistycznych. Nowy „rząd” wydał opracowany przez Dzierżyńskiego „Manifest do polskiego ludu roboczego miast i wsi”, a wkrótce powołano trybunały rewolucyjne, które rozpoczęły likwidację „wrogich elementów”. Ogłoszono nabór ochotników do Polskiej ArmiiCzerwonej, który przyniósł oszałamiającą liczbę „aż” 176 osób.

Kiedy ważyły się losy bitwy warszawskiej, Polrewkom przeniósł się do Wyszkowa, by niezwłocznie wkroczyć do zdobytej stolicy. Losy wojny potoczyły się jednak inaczej. „Polski rząd sowiecki” uniknął ujęcia przez podjazdy ułanów i zbiegł wraz z niedobitkami armii Tuchaczewskiego do Mińska, a wkrótce później uległ likwidacji. Feliks Dzierżyński mimo tego niepowodzenia nie utracił zaufania partii i pełnił wysokie funkcje państwowe i partyjne w nowo utworzonym Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich aż do nagłej śmierci w roku 1926.

Eksport rewolucji

Zgodnie z ideologią bolszewików, rewolucja proletariacka miała w niedługim czasie objąć cały świat. Jednak rzeczywistość często boleśnie weryfikuje teorie. W krajach sąsiadujących z Rosją górę brały tendencje patriotyczne, a zamiast „bratnich republik sowieckich” tworzono państwa narodowe, które trzeba było ogniem i mieczem przywracać do poddaństwa Moskwie. „Czerwoni” znaleźli jednak słaby punkt w „międzynarodowym szańcu antykomunistycznym”, powstałym za wiedzą i zgodą zwycięskich mocarstw wytyczających w Wersalu nowy, powojenny ład europejski.

Furtką tą, przez którą mogła przelać się do Europy rewolucyjna pożoga, okazały się Węgry. Królestwo Węgierskie okrojone terytorialnie w wyniku rozpadu monarchii habsburskiej aż o dwie trzecie, znalazło się na przełomie lat 1918-1919 w fatalnym położeniu. Republikański rząd hrabiego Karolyi zdołał wprawdzie wprowadzić szereg swobód obywatelskich, jednak reformy gospodarcze okazały się zbyt trudnym celem.

Główną siłą opozycyjną stali się węgierscy komuniści zasileni napływem powracających z Rosji eks-jeńców wojennych, którzy szerzyli w kraju ideologię bolszewicką. Represje jakim rząd poddał rewolucjonistów, jedynie podsyciły niepokoje społeczne. Czynnikiem decydującym okazały się jednak decyzje Ententy narzucającej Węgrom bardzo niekorzystne warunki pokojowe. Po ich ogłoszeniu rząd podał się do dymisji. W politycznym chaosie po władzę sięgnęli komuniści. Dzięki poparciu socjaldemokratów proklamowali 21 marca 1919 roku powstanie Węgierskiej Republiki Sowieckiej, na czele której stanął Bela Kun, doświadczony rewolucjonista, do niedawna uczestniczący w eksterminacji „wrogich elementów społecznych” w Rosji. Kun był w swojej gorliwości bardziej lewicowy od Lenina i wbrew radom swojego protektora nie przeprowadził reformy rolnej, lecz od razu upaństwowił ziemię, zrażając sobie liczną warstwę chłopską.

Z podobnym radykalizmem podszedł także do innych przemian społeczno-ekonomicznych. Wobec żywiołowego sprzeciwu społeczeństwa rozpętał „czerwony terror”. Proklamował nawet unię z sowiecką Rosją, licząc na pomoc „Wielkiego Brata”. Trwała jednak wojna domowa i Kreml odmówił realnego wsparcia dyktatury proletariatu na Węgrzech. Wkrótce doszło do zbrojnej interwencji wojsk serbskich, czechosłowackich i rumuńskich, które wysłano by zapobiec szerzeniu się „czerwonej zarazy”. Odpowiedzią komunistów była organizacja Węgierskiej Armii Czerwonej. W jej szeregach znaleźli się także Polacy, zwykle już wcześniej związani z nurtem radykalnej lewicy. W większości wywodzili się z emigracji zarobkowej, liczącej wówczas około 30 tysięcy osób skupionych w Budapeszcie i okręgach górniczych. Weszli oni w skład 1. Międzynarodowego Pułku Ochotniczego, początkowo jako pododdział BatalionuRosyjskiego, a następnie jako 1. Batalion Polski. W kwietniu jego komisarzem został komunista Paweł Biernacki. Dowództwo objął były legionista, Franciszek Gawliński, który przedarł się z Warszawy do Budapesztu, by podjąć walkę o „światową republikę rad”. W ciągu tygodnia w trzech kompaniach 1. batalionu zebrało się około 300 ochotników, w większości doświadczonych weteranów Wielkiej Wojny. Pod koniec kwietnia 1919 roku powstał 2. Batalion Polski w sile około 280 bagnetów.

Komendantem nowo formowanego oddziału mianowany został Józef Łaciński, zaledwie 20-letni weteran armii habsburskiej i bolszewickiej Czerwonej Gwardii. Do innych jednostek Węgierskiej Armii Czerwonej trafiło jeszcze blisko tysiąc Polaków. W maju 1919 roku obydwa bataliony polskie, wraz z innymi formacjami bolszewickimi, przeszły do kontrataku, wdzierając się na tereny Słowacji, gdzie pospiesznie proklamowano „bratnią” Słowacką Republikę Sowiecką ze stolicą w Koszycach. Do najkrwawszych starć doszło 20-24 maja w okolicy miejscowości Salgotarjan i Lučenec.

Szczególną odwagą wyróżnili się wówczas żołnierze 1. Batalionu Polskiego, kosztem poważnych strat pokonując czeskich „kapeluszników”, czyli elitarną jednostkę legionistów, wyszkolonych we Włoszech na wzór oddziałów górskich cacciatori alpini. W stoczonej 9 czerwca bitwie o Vysoke Zamky polscy ochotnicy ponownie wykazali się poświęceniem. W walce poległ wówczas także Franciszek Gawliński, komendant 1. batalionu.

Mniej chwalebnym epizodem było oddelegowanie jednej z kompanii polskich do tłumienia antykomunistycznego powstania, które wybuchło w Budapeszcie 24 czerwca 1919 roku. Kilka dni później Armia Czerwona wycofała się ze Słowacji, co poważnie nadwątliło morale wojska. Wobec rozpaczliwej sytuacji na frontach południowych, w lipcu dowództwo węgierskich „czerwonych” wydało rozkaz ofensywy przeciwko Rumunom. Atak, połączony z forsowaniem Cisy, spotkał się z przeciwnatarciem, które doprowadziło do paniki i rozsypki nielicznych i zdemoralizowanych wojsk bolszewickich. W tych ostatnich bojach wyróżnił się zbiorczy oddział szturmowy, gromadzący pozostałych w szeregach „czerwonych” polskich ochotników. Wkrótce obce bagnety przyniosły Węgrom wyzwolenie od komunizmu, którego bronili także Polacy. Około 100 z nich powróciło do kraju, a niektórzy kontynuowali działalność wywrotową, tym razem wymierzoną już bezpośrednio przeciw własnej ojczyźnie…

Dziesiątki tysięcy Polaków walczyły w rosyjskich lub mieszanych narodowo oddziałach bolszewickich, lecz jedynie niektórzy z nich uzyskali wysokie rangi w strukturach państwa sowieckiego. Dla większości udział w rewolucji był efektem przypadku, a nie wynikiem wyboru. Losy tych rodaków, którzy uwierzyli w system sowiecki układały się rozmaicie. Byli wśród nich zdeklarowani renegaci, jak Karol Świerczewski, późniejszy „generał Walter”, stalinowski doradca (dowódca) w Hiszpanii i winowajca kompromitującej porażki 2. Armii Wojska Polskiego pod Budziszynem, czy Bronisław Kamiński, który mimo krasnogwardiejskiej przeszłości wybrał kolaborację z Niemcami i okrył się hańbą podczas tłumienia Powstania Warszawskiego jako „kat Woli” okrutnie spacyfikowanej przez podległe mu rosyjskie oddziały Waffen-SS.

Zdarzali się także gorący patrioci, jak Bolesław Kontrym, który porzucił stopień generalski Armii Czerwonej, by w niepodległym kraju zwalczać komunistyczną konspirację. Bohatersko walczył z Niemcami podczas II wojny światowej, a w powojennej Polsce został uwięziony i pod zarzutem zdrady stracony, a miejsce jego spoczynku wciąż pozostaje nieznane. Strzeżmy się więc przed zbyt łatwymi uogólnieniami, gdyż los człowieka w niespokojnych czasach bywa często niezależny od jego przekonań i zamiarów.

Piotr Galik (grudzień 2009)

http://portalwiedzy.onet.pl

 

Leave a Reply