Rak – Choroba industrializacji?

Trochę historii

Istnieją dowody na to, że zwiększona ilość czynników ryzyka związana z postępującą industrializacją, przyczynia się do wzrostu zachorowań na raka. Nie mam na myśli tutaj takich rzeczy jak palenie papierosów, zanieczyszczenie powietrza, azbest, zagrożenia promieniowaniem, lub inne przemysłowe zagrożenia rakotwórcze, lecz bardziej aspekt psychospołeczny jakim jest stres, który jest z tego co widać poważnym problemem współczesnych ludzi.

Pojęcie stresu i związku z cywilizacją nie jest nowe, zostało zaproponowane przez w Tanchou w pracy “Memoir on the Frequency of Cancer” przedstawionej Francuskiej Akademii Nauk ponad sto sześćdziesiąt lat temu. Tanchou stwierdził, że “rak podobnie jak szaleństwa wzrastają w bezpośrednim stosunku do stanu cywilizacji kraju”, zanotował, że w Paryżu, roczna stopa umieralności na nowotwory złośliwe w okresie jedenastu lat wynosiła 0,8 osoby na każdy tysiąc mieszkańców miasta, gdzie dla porównania w Londynie współczynnik ten był o wiele mniejszy, a mianowicie 0,2 osoby. Tak więc z dumą autor stwierdził, że dane te “potwierdzają, że Paryż jest cztery razy bardziej cywilizowany niż Londyn”. Podobnego zdania był Charles Powell, w swojej pracy “The Pathology of Cancer” (1908) napisał: “nie może być wątpliwości, że różne wpływy zgrupowane pod tytułem cywilizacja odgrywają istotną rolę w powstawaniu i skłonności do raka” W podobnym tonie, Roberts pisząc “Malignancy and Evolution” (1926), stwierdza, “że częste stwierdzenie, że niezależnie od ich pochodzenia, rak jest w dużej mierze chorobą cywilizacji”.

Laureat nagrody nobla znany misjonarz i lekarz, dr Albert Schweizer (1875-1965), napisał: “kiedy przyjechałem do Gabonu w 1913 roku, byłem zdumiony, nie znajdując osoby chorej na raka, z biegiem lat, choroby nowotworowe zaczęły się pojawiać w wzrastającej liczbie”…”moje obserwacje skłaniają mnie przypisać to faktowi, że miejscowa populacja żyje coraz bardziej podobnie jak biali”.

Antropolog i badacz Arktyki, Vilhjálmur Stefansson (1879-1962), w swej książce, “Cancer: Disease of Civilization?”, stwierdził brak obecności raka w historii Eskimosów po przybyciu do Arktyki, ale późniejsze zwiększone występowanie choroby wynikało z większymi kontaktami z cywilizacją białych europejczyków. W swoje pracy zacytował Sir Robert McCarrison (1878-1960), lekarza, który studiował 11 tys. tubylców z grupy etnicznej Buruszów w Kaszmirze od roku 1904 do 1911. “Rak jest nie znany, osoby zamieszkujące te tereny, wydają się zachowywać młodzieńcze zdrowie i wygląd mimo że są w wieku sześćdziesiąt lub siedemdziesiąt, cieszą się jednak niezwykłą długowiecznością”. McCarrison, przypisuje to, że byli “z dala od wyrafinowanej cywilizacji ….. i wyposażeni w system nerwowy o niesamowitej stabilności”.

Zarówno Stefansson jak i Schweitzer zauważyli, że występowanie chorób nowotworowych prawdopodobnie nie miało nic do czynienia z dietą, wynikało w całości od stresów towarzyszącym postępującej cywilizacji.

W lipcu 1927 w artykule opublikowanym w “Cancer”, dr William Howard Hay stwierdził: “badanie rozkładu występowania nowotworów złośliwych wśród ras na całej ziemi, okazuje się być proporcjonalny do wskaźnika rozwoju cywilizacji życia, tak więc widzimy, nawyki cywilizacyjne są odpowiedzialne za różnicę w zachorowalność na raka w porównaniu z “niecywilizowanymi” rasami i plemionami. Klimat nie ma nic wspólnego z tą różnicą, o czym świadczy fakt, że plemiona żyjące naturalnie nie znają tej choroby aż do chwili kiedy swój tradycyjny styl życia mieszają coraz więcej z cywilizacją, wtedy rak zaczyna pokazywać swoją twarz”.

Jednym z ciekawszych argumentów wiążącym choroby nowotworowe z otoczeniem można znaleźć w pracy dr Alexander Berglas, “Cancer; Its Nature, Cause and Cure” (1957). Przewodnią myślą pojawiającą się w książce jest stwierdzenie faktu, że rak jest chorobą, od którego prymitywne ludy stosunkowo lub całkowicie są wolne, z kolei “cywilizowanym” “groźba śmierci z powodu raka wynika z niezdolności do przystosowania się do dzisiejszych współczesnych warunków życia. Z biegiem lat, badania nad rakiem stają się domeną specjalistów w różnych dziedzinach. Pomimo wybitnych zasług naukowców, oddalamy się coraz dalej od naszego celu, -pokonanie choroby. Te specjalistyczne prace i wiedza zdobyta poprzez badanie poszczególnych procesów, okazało się dać szczególny wynik, stać się przeszkodą w całości. Ponad trzydzieści lat w dziedzinie badań nad rakiem przekonały mnie, że nie ma korzyści, aby dalej podążać drogą szczegółowych analiz. Doszedłem do wniosku, że rak być może jest kolejnym procesem naturalnym, którego zrozumienie i przyczyna znajduje się w naszym środowisku i trybie życia”.

Układ immunologiczny

“Fakt, że duch rządzi ciałem, choć lekceważony przez biologię i medycynę, jest najbardziej fundamentalnym faktem w procesie życia, jaki znamy”

Cytując Franz Alexander zaczyna swój artykuł Pani Alicja Grzesiak, specjalistka w zakresie psychologii kryzysu i interwencji kryzysowej.

“Encyklopedia mówi, że układ odpornościowy, czyli układ immunologiczny to zbiór mechanizmów organizmu, mających na celu jego ochronę przed chorobami, poprzez identyfikację i likwidowanie patogenów i komórek nowotworowych. Mechanizmy te wykrywają różnorakie odmiany czynników chorobotwórczych od wirusów po robaki pasożytnicze, dlatego muszą rozróżniać zdrowe komórki i tkanki organizmu, w celu jego prawidłowego funkcjonowania. Wykrywanie patogenów jest skomplikowane, ponieważ dzięki ewolucji przystosowują się, zmieniając metody działania.

Zaburzenia w systemie odpornościowym mogą wywoływać choroby. Inna sytuacja występuje, gdy układ odpornościowy jest nadaktywny, atakuje wtedy własne komórki. Rezultatem są choroby autoimmunologiczne np. reumatoidalne zapalenie stawów, toczeń rumieniowaty układowy, stwardnienie rozsiane.

Ogromny wpływ na kondycję układu odpornościowego ma stres. Gdy organizm jest zbyt długo i intensywnie poddany reakcji stresowej następuje wzmożona produkcja dwóch hormonów: kortyzolu i adrenaliny. To one są odpowiedzialne np. za nadciśnienie czy ataki astmy oskrzelowej.

Stres chroni komórki raka przed śmiercią

“Adrenalina uodparnia komórki raka na działanie terapii”- zaobserwowali naukowcy z USA. Jak komentują autorzy artykułu opublikowanego na łamach czasopisma “Journal of Biological Chemistry”, odkrycie to wskazuje, że “stres emocjonalny może przyczyniać się do rozwoju raka i obniżać skuteczność terapii przeciwnowotworowej”

Wszystkie choroby atakujące ludzi przedostają się przez dziurawe sito układu immunologicznego. Zwykłe przeziębienie dotyka nas, gdy jesteśmy przemęczeni, zestresowani, w gorszej kondycji. Nadciśnienie tętnicze, powszechna choroba cywilizacyjna tylko w 10% ma przyczyny organiczne, związane z innymi chorobami (miażdżyca, zaburzenia hormonalne, choroby nerek). Pozostałe 90% to wynik stresu, negatywnych emocji i innych czynników natury psychicznej! To długotrwały stres podnosi ciśnienie, w wyniku którego mięśnie tętnic stają się grubsze i dochodzi do utrwalenia tego stanu, nawet, gdy pierwotna przyczyna została usunięta. Owszem, obecne leki są w stanie trzymać organizm w karbach, ale zapewne bardziej zdrowo byłoby zadziałać odpowiednio wcześnie niż brać leki do końca życia.

Na stres jesteśmy narażeni wszyscy. Problemem jest nie sam stres, ale nieumiejętność radzenia sobie z nim. Umiejętność radzenia sobie ze stresem daje układowi immunologicznemu siłę lub ją odbiera. Zdrowy, prawidłowo funkcjonujący układ odpornościowy poradzi sobie z chorobą i ją zwalczy. Osłabiony powoli oddaje terytorium aż przegra.

Pacjenci, którzy są bierni i zdali się tylko na „szkiełko i oko” oczekując od lekarza wyzdrowienia ograniczają swoje możliwości powrotu do zdrowia. Tylko prawdziwa psychiczna aktywność w walce z chorobą pozwala na wytworzenie substancji w mózgu, które przyczyniają się do odbudowy układu immunologicznego.

Nie będę się tutaj zajmować sferą medyczną, interesuje nas związek psychiki i układu immunologicznego. Na co tak naprawdę mamy wpływ w odniesieniu do naszej odporności? Co możemy zrobić, aby nie imały się nas choroby, aby organizm był silny i umiał odeprzeć ataki wirusów, bakterii, grzybów i innych mniejszych i większych stworzeń atakujących nas w autobusie, przychodni lekarskiej (szczególnie tam), w zakładzie pracy?

Czy na układ immunologiczny wpływa to, jak myślimy? Jak się zachowujemy? co jemy? Odpowiedź brzmi TAK, to wszystko ma ogromne znaczenie i w ogromnej mierze nasze zdrowie trzymamy we własnych rękach.

Oczywiście najwygodniejszą postawą jest przyjęcie roli ofiary okoliczności, genów i wszystkich innych czynników, na które nie mamy wpływu…ale najnowsze badania naukowe wykazują, że to błąd w założeniu.

“Tylko 5-10% nowotworów ma silne uwarunkowania dziedziczne, pozostałe 90-95% są wypadkową słabszych czynników genetycznych oraz środowiskowych, jak styl życia, kontakt z toksynami, wirusami czy lekami” – mówili onkolodzy na konferencji prasowej w Warszawie w 2008r.

Emocje są wszystkim

Nadzieją i rezygnacją, miłością i lękiem, przyjemnością i bólem, motywacją i ograniczeniem. Są naszą rzeczywistością. Zdenerwowanie, zagrożenie, brak sił, niepokój, nienawiść, poczucie winy, przeżywasz to wszystko, ponieważ władzę nad tobą mają osłabiające cię uczucia.

Obiegowe powiedzenia mówiły już wieki temu: „nie wściekaj się, bo trafi cię apopleksja”, człowiek, który przeżywa silne emocje, złości się, staje się czerwony na twarzy, trzęsą mu się ręce i widać jaki jest rozdygotany. Dopiero niedawno możliwości techniczne i diagnostyczne rozwijającej się medycyny dały możliwość zbadania co się wtedy dzieje z układem nerwowym, hormonalnym, odpornościowym.

Układ immunologiczny jest ściśle powiązany z mózgiem. Mózg bezpośrednio wpływa na odporność, gdyż niektóre komórki układu immunologicznego posiadają właśnie tam swoje miejsca wiążące.

Komórki nerwowe w naszym ciele komunikują się ze sobą za pomocą substancji zwanych neurotransmiterami lub neuroprzekaźnikami. W ten sposób ciało przekazuje informacje, które docierają do świadomości jako myśli i uczucia. Jeżeli te uczucia są nieprzyjemne, trudne, dokuczliwe mają destrukcyjny wpływ na ciało poprzez komórki nerwowe.

W tym właśnie miejscu łączą się ze sobą umysł i ciało.

Neuroprzekaźniki składają się z substancji, które są wytwarzane przez organizm lub dostępne w pożywieniu.

Np. serotonina obniża aktywność nerwową i inicjuje sen, ale także daje poczucie zrelaksowania. Stąd zjedzenie batonika powoduje uczucie przyjemności i odprężenia. Wiemy jak wpływa na nasze samopoczucie filiżanka kawy czy tabliczka czekolady.

Natomiast myśli wpływają na nasze ciało poprzez:

- układ nerwowy,

- układ hormonalny,

- układ odpornościowy.

Te układy są splecione jak sieć pajęcza. Można je porównać do 3 strumieni wody, każda w innym kolorze. Mieszają się ze sobą, ale płyną w tym samym korycie, są strumieniem naszego życia.

Wszystkie 3 układy przekładają nasze myśli na fizjologię. Kiedy wyobrazisz sobie ukochaną osobę serce zaczyna bić szybciej.

Hormony, które wytwarza nasz organizm przyczyniają się do poczucia szczęścia (serotonina, dopamina) lub depresji.

Najlepiej współzależność między umysłem a układem immunologicznym opisują przeprowadzane badania. Dotyczyły min. ataków astmy u dzieci, które nie wiedziały, że są poddane eksperymentowi. Rozpylono alergen w tym wypadku kurz domowy, na który było uczulonych 20 dzieci, u 19 nie było żadnej reakcji. Nie było myśli, że jest kurz, nie pojawiła się reakcja alergiczna.

Richard Pryor badał pacjentów w szpitalu po seansie filmu komediowego. Badania wskazały pobudzenie układu odpornościowego chorych. Wzrósł poziom przeciwciał w ich ślinie. Podwyższony poziom trwał przez godzinę.

Przewlekły stan wrogości i niecierpliwości wiąże się ze zwiększonym ryzykiem zawału serca oraz zatorów naczyń wieńcowych. Dziś już powszechna jest wiedza, że zawał ma swoją przyczynę także w podejściu do życia, stresie, ale również osobowości.

Dr Mariusz Wirga, polski psychiatra pracujący w USA powiedział: „by się lepiej czuć, trzeba lepiej myśleć”.

“Osoba nieszczęśliwa, to cel dla wszelkiego rodzaju chorób” – Dr B. Larson

Reasumując: dbajmy o higienę psychiczną, o rozładowanie negatywnych emocji, frustracji i stresu, a ostatecznie zjedzmy czasem kawałek czekolady, a przyczyni się to nie tylko do naszego lepszego samopoczucia, ale również odporności na choroby”.

Opracował Sławomir Kowalczyk, (maj 2011)

ŹRÓDŁA:

http://www.alicjagrzesiak.pl/

Stanislas Tanchou, Memoir on the Frequency of Cancer. French Academy of Sciences. 1843

Charles Powell, The Pathology of Cancer, Manchester 1908

Roberts, M.; Malignancy and Evolution: A Biological Inquiry into the Nature and Causes of Cancer , 1926; Grayson & Grayson, London.

Albert Schweizer, Preface to Cancer: Nature and Cure. by Alexander Berglas, Paris 1957

Vilhjalmur Stefansson, Cancer: Disease of civilization? An anthropological and historical study; Hill and Wang, Inc., New York, 1960.

William Howard Hay, Cancer a Disease of Either Election or Ignorance, Cancer 1927

The Ecologist, Vol. 28 No. 2 March/April 1998. CANCER: A DISEAS E O F INDUSTRIALIZATION

Berglas, Dr. Alexander. Cancer: Nature, Cause and Cure. Paris, 1957.

Diverse Antiapoptotic Signaling Pathways Activated by Vasoactive Intestinal Polypeptide, Epidermal Growth Factor, and Phosphatidylinositol 3-Kinase in Prostate Cancer Cells Converge on BAD. Konduru S. R. Sastry, Adrienne Joy Smith, Yelena Karpova, Sandeep Robert Datta and George Kulik. J. Biol. Chem. 2006, 281:20891-20901.

 

Leave a Reply