Tragiczne i paradoksalne losy polskich komunistów

Komunizm uznać można za jedną z najbardziej kontrowersyjnych ideologii wszech czasów. Żadna z wcielanych w życie ludzkich idei nie pochłonęła łącznie tak ogromnej liczby ofiar, w tym tak wielu własnych wyznawców. Przykładem tragicznego paradoksu stali się przedwojenni działacze Komunistycznej Partii Polskiej.

W dyskusjach nad komunizmem często zakłada się, że u podstaw tej ideologii – w przeciwieństwie do faszyzmu – leżały szlachetne założenia, które zostały wypaczone przez wcielających ją w życie ludzi. Jest to stanowisko bardzo uproszczone, jednak mówiąc o komunizmie przedwojennym, należy brać pod uwagę to, że ówcześni działacze partyjni nie zdawali sobie sprawy z ogromu zniszczeń, jakie w imię walki klas zostaną w przyszłości dokonane.

Polrewkom (Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski) początek sierpnia 1920. W centrum: Feliks Dzierżyński, Julian Marchlewski, Feliks Kon, Józef Unszlicht (commons.wikimedia.org)

Komunistyczna Partia Robotnicza Polski (KPRP, od 1925 r.: Komunistyczna Partia Polski, czyli KPP) założona została w grudniu 1918 roku, tuż po odzyskaniu niepodległości. Jej zasadniczym celem była rewolucja socjalna, choć część partyjnych działaczy wyobrażała sobie również przyszłe wcielenie zrewolucjonizowanej Polski do ZSRR. Tym ostatnim aspektem komuniści przede wszystkim różnili się od polskich socjalistów – również dążących do głębokich reform, ale przy jednoczesnej trosce o polską rację stanu.

KPRP nigdy nie była partią w pełni polską. W swoich działaniach ograniczona była akceptacją towarzyszy zza wschodniej granicy i oficjalnie współpracowała z Kominternem (międzynarodową organizacją powstałą z inicjatywy Lenina). Programowo dążyła do rozpętania ogólnoświatowej rewolucji i wprowadzenia w Rzeczpospolitej dyktatury proletariatu. Najbardziej kontrowersyjną decyzją ugrupowania było opowiedzenie się za ZSRR w wojnie polsko-bolszewickiej. Na „tyłach” armii polskiej partyjni agenci prowadzili wzmożoną agitację, głosząc antypaństwowe hasła. W odezwie Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Robotniczej Polski z 1920 nawoływali: „Robotnicy Europy i Ameryki! Odbierzcie rządowi polskiemu poparcie wojenne zagranicy! Niech rząd kapitału polskiego znajdzie się sam wobec proletariatu rosyjskiego i polskiego, sam wobec Armii Czerwonej na froncie”.

Antypaństwowe działania sprawiły, że w odrodzonej Polsce KPRP stała się partią nielegalną (już od 1919 roku). Jej członkowie bywali prześladowani, wielu z nich znalazło się w więzieniach, także w słynnym „miejscu odosobnienia”, czyli w polskim obozie koncentracyjnym – Berezie Kartuskiej. Po roku 1920 część działaczy zmieniło wprawdzie swoje nastawienie do niepodległości, opowiadając się za autonomiczną względem ZSRR komunistyczną Polską – w 1925 roku zmieniono nawet nazwę organizacji na Komunistyczną Partię Polski, co miało symbolizować otwarcie na nowe środowiska. Jednak jej działacze zarówno przez rząd RP, jak i przez wielu obywateli postrzegani byli jako zagrożenie.

Zagłada czołowych działaczy komunistycznych nadeszła z zupełnie niespodziewanej strony. Nie wyeliminowały ich polskie służby ani nie zginęli oni w ulicznych manifestacjach. W 1937 roku znaczący członkowie KPP zaproszeni zostali do Moskwy. Nie mogli przypuszczać, że do „bratniej stolicy” udają się po własną śmierć. Aresztowani przez NKWD w ramach „wielkiej czystki” Stalina, stali się w pewnym sensie swoimi własnymi ofiarami.

Julian Leszczyński, sekretarz generalny KPP i współautor programu III Międzynarodówki, na „zaproszenie” przyjechał do ZSRR aż z Francji. Oskarżony o „odchylenia trockistowskie”, został zamordowany prawdopodobnie 2 lata po aresztowaniu (1939). Adam Warski-Warszawski, pracownik moskiewskiego Instytutu Marksa-Engelsa-Lenina, rozstrzelany został w 1937 pod absurdalnym zarzutem „przynależności do organizacji szpiegowsko-terrorystycznej POW (Polska Organizacja Wojskowa)”. Poza kilkunastoma najważniejszymi działaczami, których pod podobnymi zarzutami rozstrzelano prawie od razu po aresztowaniu, wielu innych umarło w sowieckich łagrach. Śmierć spotkała w sumie 5000 osób powiązanych z KPP. Na XVIII kongresie bolszewików (1939) decyzja fizycznej likwidacji polskich komunistów uzasadniana była „obecnością polskiego faszyzmu w szeregach KPP”. Komintern wyrażał skruchę za to, że „dał się zwodzić wrogom klasowym”, jakimi byli polscy komuniści.

Za wyjątkowy paradoks uznać można to, iż przyszyli komunistyczni włodarze naszego kraju uniknęli stalinowskiej czystki dzięki temu, że… siedzieli w polskim więzieniu. Przypadkiem takim był Bolesław Bierut. Aresztowany w 1933 i skazany na 7 lat, uniknął w efekcie „wezwania do Moskwy”. Podobnie Władysław Gomułka, po zorganizowaniu strajku w Łodzi (1932) został skazany za „działalność na szkodę państwa polskiego w interesie Rosji”. Otrzymał, co prawda, krótką przepustkę, lecz zamknięto go ponownie w roku 1936, dzięki czemu prawdopodobnie przeżył.

Chociaż II Rzeczpospolita była państwem o ogromnych problemach społeczno-ekonomicznych, w którym wielu obywateli czuło się źle, zrozumiałe jest potraktowanie członków Komunistycznej Partii Polskiej jako zdrajców racji stanu. Ich program istotnie był antypaństwowy i działał na szkodę świeżo odrodzonego kraju. Mimo to krzywda spotkała komunistów przede wszystkim ze strony radzieckich „współwyznawców”, a 5000 ofiar stalinowskiej „czystki” trudno porównywać z dwudziestoma kilkoma komunistycznymi ofiarami polskiego rządu sanacyjnego.

Ewa Frączek / mnd, WP.PL (luty 2013)

http://odkrywcy.pl/kat,122994,title,Tragiczne-losy-polskich-komunistow,wid,15306290,wiadomosc.html

 

Leave a Reply